Ewangelię ( Łk 5,1-7 ) na mszę pogrzebową świętej pamięci Wojciecha Jacobsona wybrałem bardzo świadomie, ponieważ jest tu mowa, nie tyle o morzu, a o jeziorze Genezaret. Jest mowa nie tyle o żeglarstwie, ale o łodziach, a przede wszystkim są tu słowa, które Chrystus wypowiada: „wypłyń na głębię”, „wypłyń na głębię”. Słowa, które opowiadają o pasji Wojciecha Jacobsona, bo on stale wypływał na głębię. W sensie dosłownym wypływał na morza, oceany czy na jeziora.
Mówię to dlatego, że w umyśle każdego człowieka, śmierć każdego bliskiego umniejsza nas, którzy zostajemy tu, na ziemi.
„Nikt nie jest samotną wyspą…śmierć każdego człowieka umniejsza mnie” – to słowa Johna Donna, szesnastowiecznego angielskiego poety metafizycznego i kaznodziei.
Mieszkałem dwadzieścia lat w Lublinie. Tam na rynku Starego Miasta stoi Trybunał Koronny. Dawny sąd królewski. Tam przez wieki przed królem, przed sędziami szlachta się procesowała. I w czasie jednego z takich procesów jeden z polskich szlachciców Jan Kochanowski, wielki poeta, ale też i trochę pieniacz, dostał zawału, dostał wylewu i zmarł. Jan Kochanowski jest tym polskim poetą , który napisał najpiękniejsze w języku polskim wiersze żałobne. Przeżył śmierć swojej młodej, młodziutkiej córki i w jednym z tych swoich trenów powiedział, że „wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,/ Moja droga Orszulo, tym zniknieniem swoim!/ Pełno nas, a jakoby nikogo nie było”. Ona była młodziutką dziewczynką. Wojciech Jacobson był dojrzałym mężczyzną, ale odejście kogoś najbliższego, w nas samych może pozostawiać pustkę.
I tutaj, teraz, ta liturgia mszy świętej żałobnej, może nie do końca sobie zdajemy sprawę, że msza święta za zmarłych to jest największa, najpiękniejsza modlitwa Kościoła za zmarłych. Tradycja mszy świętej za zmarłych ma 1600 lat. Źródłem jest jedna z najważniejszych książek chrześcijaństwa, są to „Wyznania” św. Augustyna.
Św. Augustyn w „Wyznaniach” opisuje scenę, kiedy w Ostii nad Morzem Śródziemnym, niedaleko Rzymu, umiera jego matka, Monika. Jest trochę w takim letargu, traci przytomność, przy łóżku jest zebrana rodzina i wszyscy są tacy zatroskani i zapłakani. Wyraźnie od czasu do czasu odzyskuje świadomość, widzi najbliższą rodzinę i wypowiada takie słowa: „nieważne kiedy mnie pochowacie, nieważne gdzie będzie mój grób, ważne żebyście o mnie pamiętali przy mszy świętej”. I przez 1600 lat Kościół przyjął te słowa jako świadectwo przede wszystkim podziękowania, bo msza święta jest dziękczynieniem, ale też i przyjął jako sens życia. Zamawiamy msze za zmarłych, pamiętamy o naszych zmarłych we mszy świętej.
Czyli z jednej strony „wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,/ Moja droga Orszulo, tym zniknieniem swoim!/ Pełno nas, a jakoby nikogo nie było”, a z drugiej strony przychodzimy ażeby prosić Boga: dziękować za życie, za miłość, za to wszystko, czego doświadczyliśmy od Wojciecha Jacobsona, zaczynając od najbliższych: żony, córki, zięcia, wnuków, prawnuków. A zarazem byśmy potrafili mieć dobrą pamięć.
I trzeci wątek, też poetycki. Kiedy ktoś będzie w Warszawie, na Krakowskim Przedmieściu, przed kościołem sióstr wizytek – jest tam mały park i stoi tam ławeczka, dzisiaj w Polsce są dosyć modne ławeczki znanych ludzi. I siedzi postać z brązu księdza Jana Twardowskiego, poety. Proszę sobie usiąść obok, guzik można nadusić. I tam padają słowa księdza poety, mówiące o tym, że „spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Te słowa również formułują naszą chrześcijańską wrażliwość w stosunku do zmarłych. „Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Głębie oceanów, głębie mórz. I ta msza święta, która jest podziękowaniem za to wszystko dobro, którego od Wojciecha Jacobsona doświadczyliśmy. A zarazem niech to będzie naszym chrześcijańskim wyznaniem wiary. Przecież żyjemy w tym śmiertelnym świecie, wierzymy w zmartwychwstanie, wierzymy że kiedyś z naszymi najbliższymi spotkamy się po tej drugiej stronie życia i śmierci.
Tomasz Dostatni OP
Szczecin, 2 września 2026
