Magdalena Jacobson-Ostrowska: wspomnienie ojca

Podczas ceremonii pogrzebowej – pochówku zmarłego Wojciecha Jacobsona, na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie wśród mów pożegnalnych usłyszeliśmy odczytane przez prowadzącego ceremonię pogrzebową dominikanina ojca Tomasza Dostatniego OP wspomnienie córki Magdaleny Jacobson-Ostrowskiej.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dla wielu osób Wojtek Jacobson to wielki żeglarz, podróżnik, a dla mnie mój ukochany Tata i przyjaciel. Wiele lat temu poprosił mnie, żeby na jego pogrzebie odtworzono piosenkę What a Wonderful World, Louisa Armstroga. Od tego momentu nie mogłam jej słuchać, bo przypominała mi, że kiedyś ten czas pożegnania przyjdzie. W końcu jednak zwolnił mnie z tej obietnicy śmiejąc się, że nie będzie mi zabierał przyjemności słuchania Armstronga.

Teraz jednak zrozumiałam, jak słowa tej piosenki wyrażają to, co dla Taty było najważniejsze. Żeglowanie pozwoliło mu zobaczyć piękny świat, spotykać wspaniałych ludzi ale On to piękno widział też blisko siebie.

Ostatnie lata spędziliśmy bardzo blisko siebie, jak to mówiliśmy w ”zagrodzie Jacobsonów”, mieszkając osobno, ale we wspólnym ogrodzie, o który tak bardzo dba moja Mama. Widziałam jak potrafił cieszyć się z kwitnącej gruszy za oknem, czy śpiewających za oknem ptaków (jak włożył aparat słuchowy). Ale największą radość zawsze sprawiały mu spotkania z ludźmi.

Kochał ludzi i był przez ludzi kochany, potrafił słuchać i pięknie opowiadać. Dzięki temu, że ostatnie 7 lat mieszkaliśmy tak blisko, mieliśmy okazję poznać wiele szczegółów z jego życia, o których barwnie opowiadał podczas odwiedzin kolejnych osób. Każda wizyta była impulsem do szukania w pamięci nieopowiedzianych jeszcze historii, o których w takim normalnym codziennym życiu nie opowiada się rodzinie, bo są bieżące sprawy do załatwiania. Mieliśmy więc szczęście, że dom Rodziców cały czas był pełen gości.

Był wspaniałym Tatą, Dziadkiem a od kilku lat Pradziadkiem. I zawsze zadziwiała mnie ta Jego łatwość kontaktu z dziećmi. Z wnukami, jak byli mali, bawił się, na przykład, wsadzając ich do swoich wielkich toreb żeglarskich i wymyślając, gdzie teraz jadą; budował w pokoju indiańskie wigwamy i siedział w nich razem z nimi snując opowieści. Uwielbiali to.

Z prawnukami nie miał już siły na takie zabawy, ale nawet w ostatnich dniach swojego życia siedząc na łóżku potrafił tak zainteresować zwykłą rozmową, że chłopcy go nie odstępowali.

Ze swoich podróży zawsze wysyłał wnukom krótkie liściki albo kolorowe kartki podpisując na przykład: “Dziadek Wojtek Robinson”, “Dziadek Tasmański”. Lubił żartować. Każda kartka/liścik z osobna rozbudzały wyobraźnię i to nie tylko dzieci, do których były adresowane, ale też nas, czytających im na głos.

Tata zawsze lubił pisać. Kiedyś listy, ostatnio głównie maile. Korespondował z całym światem. Do mnie też pisał: i listy, i maile, nawet w ostatnim czasie, kiedy mieszkaliśmy kilka metrów od siebie podpisując każdy “Tt” (“Twój Tata”) .

Podczas naszej wspólnej podróży na jachcie Vagabond`eux, 42 lata temu, napisał list z okazji moich urodzin. Znalazłam go rano w kokpicie, kiedy Tata jeszcze spał po swojej wachcie. Napisał mi, że rodzice swoim dzieciom życzą dobrze – chcą ich powodzenia, szczęścia, zdrowia i nie trzeba rocznicy urodzin, żeby to specjalnie podkreślać. Ale chcą też dla swoich dzieci więcej. Żeby ich przerosły, żeby osiągnęły więcej, żeby były mądrzejsze i lepsze od nich. I tego mi życzył.

A przecież dla mnie było to niewykonalne….

Wspomniał też o książeczce Richarda Bacha pt. „Mewa”, o której opowiadał mi już wcześniej. Książka mówi o niezwykłej mewie o imieniu Jonathan Livingston, która chciała latać wyżej, szybciej i dalej niż inne . Napisał: „chciałbym żebyś była taką mewą – i to jest moje drugie życzenie dla Ciebie”

Czytając ten list po latach widzę, jak uniwersalny jest jego przekaz i że tego samego, czego życzył mi Tata, chyba każdy rodzic chciałby dla swoich dzieci. Ale nie każdy potrafi to swoim dzieciom powiedzieć, czy też nie widzi takiej potrzeby. To także pokazuje, jaki był mój Tata: wrażliwy, delikatny i zawsze skupiony na tym, żeby coś ważnego przekazać. Nie tylko swoim najbliższym, ale wszystkim wokół.

Parę dni temu powiedział mi już w szpitalu, że dawno zaczął pisać do mnie kolejny list urodzinowy, i że go jeszcze nie skończył.

I już niestety nie skończy ale myślę, że wiem co chciał mi napisać…

Magdalena Jacobson – Ostrowska
Szczecin, 2 września 2026