Krzysztof Jaworski 1933 – 2026 (zm. 22.08.)

Należę do pokolenia, które pamięta jeszcze czasy międzywojenne, a którego wczesne lata młodzieńcze przypadły na okupację niemiecką a potem sowiecką. Byłem zbyt mały, aby walczyć czynnie w konspiracji lecz oczywiście wystarczająco duży, żeby zarobić czapę lub pospiesznie zakończyć żywot w jakiejś przypadkowej strzelaninie lub innych wojennych przypadkach, o które nietrudno było w okupacyjnej Warszawie i w czasie Powstania na Starym Mieście. Dotyczyło to oczywiście wszystkich, ale mój punkt obserwacyjny znajdował się na wysokości 130 cm i był niestety tylko obserwacyjny. Potem rosłem z Polską Ludową, która początkowo taka Ludowa dla mnie nie była lecz powoli musiałem się w nią wtopić. Swoje miejsce znalazłem w niszy gospodarczej, jaka było rybołówstwo morskie, gdzie spędziłem 40 lat na dość eksponowanych stanowiskach. Drugim azylem, w którym się schroniłem – było żeglarstwo. […]A potem była wojna polsko-jaruzelska i powtórka z konspiracyjnej działalności – w Komitecie Prymasowskim. No i apogeum pracy zawodowej, zakończone wreszcie w III RP kociokwikiem neokomuny i przyspieszoną emeryturą. W sumie, nie mogę narzekać na brak ciekawych momentów w życiu. Można by powiedzieć, że ciąży na mnie chińskie przekleństwo: ”Obyś żył w ciekawych czasach”. Czasy były rzeczywiście ciekawe! Tylko kto mnie przeklął? …

z książki: Krzysztof Jaworski, „Życie na trójkącie”, t. I i t. II, Warszawa 2019

*   *   *

    Krzysztof Jaworski (w ciemnych okularach), pierwszy od prawej Wojciech Jacobson, wczesne lata 50. XX w, Szczecin. 

Krzysztof Jaworski, wczesne lata 50. XX w. 

   Krzysztof Jaworski, lata 50. XX w., Szczecin. 

Fot. z arch K. Jaworskiego