Archiwum kategorii: Wiersze

Jerzy Czyżewicz: Powrót

 

Spuszczone sztaksle, topsle, groty,

Osztagowane obie burty:

Dziś kres wędrówki. – Znów, roboty,

Wracamy w mechaniczne jutro.

 

Znów zaknagują nas na ziemi,

Zwiążą – nie liny, ale sznury

I, mózgi maszyn, tkwić będziemy

Na posterunkach zach-kultury.

 

Okopci nas fabryczna sadza,

Ogłuszy skowyt saksofonów,

Oślepi neonowa blaga,

Łuną na niebie rozjarzona.

 

W niedorzeczności zatraconym,

Gdzieś zabłąkanym na ulicy –

Uśmiechnie się nam oddalony

Tylko blask Wielkiej Niedźwiedzicy.

 

Jerzy Czyżewicz

___________________________________________________________________________________________________ Jerzy Czyżewicz poeta. Wiersz z: „Morze w poezji Polskiej. Antologia poezyj marynistycznych” w opracowaniu Zbigniewa Jasińskiego, Warszawa 1937 rok.

Julian Tuwim, fragmenty z: „Kwiaty polskie”.

W rozbudowanym poemacie epickim, dygresyjnym Juliana Tuwima Kwiaty polskie pojawia się wśród wielu dygresji – jak to w poemacie dygresyjnym – dygresja, odejście od tematu głównego utworu w stronę tematyki morskiej, marynistycznej.

Sprawdziło się przysłowie stare,                                                                                                                  Że vivere non est necesse,                                                                                                                           Sed est necesse navigare.                                                                                                                                 Żeglujcie tedy, przyjaciele:                                                                                                                             Okrętem, gdy wam okręt przypadł,                                                                                                               A jeśli nie – jest barka, krypa,                                                                                                                         Bat, nawa, szkuta, łódź, komiega,                                                                                                                 Prom albo tratwa – co kto woli…                                                                                                                   Wsiadać i jazda!….

 Julian Tuwim, Kwiaty polskie, cz. druga, rozdz. II

Kto dziś z wodniaków, żeglarzy wie co to bat albo komiega? Ale, mając internet pod palcem…  A Julian Tuwim pisał Kwiaty polskie w czasie wojny, na emigracji w Brazylii, potem w Nowym Jorku i w powojennej, zniszczonej Polsce, z ograniczonym dostępem do specjalistycznego słownictwa i wiedzy. 

W kolejnej części poematu, w części trzeciej zaraz na początku pojawia się rozbudowana dygresja, tym razem o wietrze, i to o wietrze oceanicznym.

Wiatr Tobie, Boże, huczał pieśni,
Gdyś z mroków wykrzesywał świat.
Chaosu świadek i rówieśnik,
Wiatr Tobie, Boże, huczał pieśni,
Wodami wstrząsający wiatr.
Wiatr – gniew otchłani zbuntowanej,
Potęgi Twojej pierwszy bard,
Homer Genezis opętany,
Co w chwiejbę wprawił oceany
Rytmicznym rykiem swoich skarg.
I taki był ów zryw stworzenny,
Taki prawichru Tobie hymn,
Że wód wzburzonych ogrom pienny
Do dziś w kołysie trwa bezsennym,
Pomrukiem w brzegi bije złym.
Do dziś – bylinnik, rapsod, epik,
Początku chmurobrody dziad,
Pierwotnej wojny wiarus ślepy –
Wspomnienia szumne lubi wiatr …

  Julian Tuwim, Kwiaty polskie, cz. trzecia, rozdz. I

(zs)

___________________________________________                                                                                                  Julian Tuwim (1894-1953) – poeta.

Fernando Pessoa: Mar Português

Ó mar salgado, quanto do teu sal
São lágrimas de Portugal!
Por te cruzarmos, quantas mães choraram,
Quantos filhos em vão rezaram!
Quantas noivas ficaram por casar
Para que fosses nosso, ó mar!

Valeu a pena? Tudo vale a pena
Se a alma não é pequena.
Quem quer passar além do Bojador
Tem que passar além da dor.
Deus ao mar o perigo e o abismo deu,
Mas nele é que espelhou o céu.

Fernando Pessoa

___________________________________________________________________________________________________Fernando Pessoa1888-1935, wybity poeta portugalski XX w.

Tłumaczenia wiersza na język polski można łatwo znaleźć w internecie, ale ciekawym przeżyciem może być wsłuchanie się w melodię języka oryginału. Pod poniższymi linkami jest do odsłuchania wiersz czytany w języku portugalskim. Pierwszy, przez aktora teatralnego Silvio Matos.

https://www.youtube.com/watch?v=E-_lMcdBUJE

https://www.youtube.com/watch?v=WH6cR4qe-T8

(zs): Z biblioteczki Ludomira Mączki (3).

Ludomir Mączka dużo czytał, można powiedzieć zawsze książki zawsze były przy nim i choć nie miał ich ustawionych na półkach domowej biblioteki, to jednak zawsze były w jego worku żeglarskim, w torbie podróżnej, w koi jachtowej.

Z ocalałej – dzięki zapobiegliwości Przyjaciela Ludka Wojtka Jacobsona – biblioteczki Ludkowej zwraca uwagę niewielka pozycja wydana w serii „The Laurel Poetry Series” przybliżająca poezję Henry’ego Wadswortha Longfellowa.

The Brook and the Wave

0001               The brooklet came from the mountain,                                As sang the bard of old,                                            Running with feet of silver                                                Over the sands of gold!

Far away in the briny ocean                                                             There rolled a turbulent wave,                                              Now singing along the sea-beach,                                                  Now howling along the cave.

And the brooklet has found the billow,                                  Though they flowed so far apart,                                              And has filled with its freshness and sweetness                         That turbulent, bitter heart!

 

(zs)

 

(zs): Z biblioteczki Ludomira Mączki (2).

Ludomir Mączka dużo czytał, można powiedzieć zawsze książka była przy nim i choć nie miał ich ustawionych na półkach domowej biblioteki, to jednak zawsze były w jego worku żeglarskim, w torbie podróżnej, w koi jachtowej.

Z ocalałej – dzięki zapobiegliwości Przyjaciela Ludka Wojtka Jacobsona – biblioteczki Ludkowej zwraca uwagę niewielka pozycja wydana w serii „The Laurel Poetry Series” przybliżająca poezję Henry’ego Wadswortha Longfellowa.0001

Ludomir Mączka dużo czytał, można powiedzieć, że zawsze książki była przy nim i choć nie miał ich ustawionych na półkach domowej biblioteki, to jednak zawsze były w jego worku żeglarskim, w torbie podróżnej, w koi jachtowej.

Z ocalałej – dzięki zapobiegliwości Przyjaciela Ludka Wojtka Jacobsona – biblioteczki Ludkowej zwraca uwagę niewielka pozycja wydana w serii „The Laurel Poetry Series” przybliżająca poezję Henry’ego Wadswortha Longfellowa.

The Tides

I saw the long line of the vacant shore,                                                                                                           The sea-weed and the shells upon the sand,                                                                                              And the brown rocks left bare on every hand,                                                                                           As if the ebbing tide would flow no more.                                                                                            Then heard I, more distinctly than before,                                                                                                      The ocean breathe and its great breast expand,                                                                                        And hurrying came on the defenceless land                                                                                               The insurgent waters with tumultuous roar.                                                                                         All thought and feeling and desire, I said,                                                                                                       Love, laughter, and the exultant joy of song                                                                                              Have ebbed from me forever! Suddenly o’er me                                                                                They swept again from their deep ocean bed,                                                                                                And in a tumult of delight, and strong                                                                                                         As youth, and beautiful as youth, upbore me.

Henry Wadsworth Longfellow

(zs)

(zs): Z biblioteczki Ludomira Mączki (1).

Ludomir Mączka dużo czytał, można powiedzieć zawsze książka była przy nim i choć nie miał ich ustawionych na półkach domowej biblioteki, to jednak zawsze były w jego worku żeglarskim, w torbie podróżnej, w koi jachtowej.

Z ocalałej – dzięki zapobiegliwości Przyjaciela Ludka Wojtka Jacobsona – biblioteczki Ludkowej zwraca uwagę niewielka pozycja wydana w serii „The Laurel Poetry Series” przybliżająca poezję Henry’ego Wadswortha Longfellowa.0001

W lipcu 1963 roku Ludomir Mączka biorąc udział w Polskiej Ekspedycji Geologicznej w Mongolii  pisał do przyjaciół w kraju, cytując wiersz H. W. Longfellowa:

„…Wyjeżdżając z doliny Ara Chaszjatu tak mi się nasunął kawałek wiersza Longfellowa:

The days returns, but nevermore                                                                                                                     Returns the traveller to the shore                                                                                                                     And the tide rises, the tide falls…

Nie wiem czy kiedy jeszcze ujrzę tę dziwną, dziką dolinę, świecącą w słońcu, grzmiącą swym strumieniem lub w szarudze…”

 

The Tide Rises, the Tide Falls

The tide rises, the tide falls,                                                                                                                            The twilight darkens, the curlew calls,                                                                                                          Along the sea-sands damp and brown                                                                                                         The traveler hastens toward the town,                                                                                                         And the tide rises, the tide falls.

Darkness settles on roofs and walls,                                                                                                            But the sea, the sea in the darkness calls;                                                                                                  The little waves, with their soft, white hands,                                                                                             Efface the footprints in the sands,                                                                                                                           And the tide rises, the tide falls.

The morning breaks; the steeds in their stalls                                                                                            Stamp and neigh, as the hostler calls;                                                                                                          The day returns, but nevermore                                                                                                                   Returns the traveler to the shore,                                                                                                                             And the tide rises, the tide falls.

Henry Wadsworth Longfellow

(zs)

Michał Budzyński: Jazda morska!

Dzień jasny, cichy – niebo się nagina                                                                                            Do ledwie wiatrem pomarszczonej fali,                                                                                         Morze łagodnym szemraniem się żali,                                                                                          Że statek szyby kryształu rozcina.

Z pienistych kropel muszliny napina,                                                                                            Bije go z lekka i odtrąca dalej,                                                                                                        Żeby nie przerwał igraszek delfina,                                                                                               Nie zmącił wody na łożu korali.

Szczęśliwy wieku! kiedy jeszcze dziecię                                                                                         Pływa po myśli różnobarwnej tęczy,                                                                                              Jak łódź po morza cichego błękicie.

Co nam pierś rani, jemu czoło wieńczy                                                                                         Kwiatkiem bez cierni. O! dziecinne życie,                                                                                      Do ciebie wzdycha nawet wiek młodzieńczy.

                                           Michał Budzyński

__________________________________________________________________________________________________      Michał Budzyński (1811-1864) – poeta, tłumacz dramatów F. Schillera (Lipsk 1844 i 1850) i Wędrówek Chile Harolda G. Byrona (Petersburg 1857). Uczestnik Powstania Listopadowego, po którego upadku przedostaje się do Austrii i tam w 1834 r. zostaje uwięziony za działalność w Stowarzyszeniu Ludu Polskiego. Po dwóch latach deportowany statkiem z Triestu do Anglii, po raz pierwszy styka się z morzem i pisze cykl pięknych sonetów. Na emigracji współpracuje z Adamem Czartoryskim. W 1850 r. wraca do kraju i wydaje powieść Urbi et orbi (1859).

Oonah V. Joslin: „Ludek’s Dawn”

Dawn after Bellot Strait        Wschód słońca po przepłynięciu Cieśniny Bellota. Fot. W. Jacobson (z pokładu Vagabond II, 26.08.1988r.)

Standing amid a symmetry of sky and sea
rippling like the destiny
of the sail that drove him

towards mackerel sky and mackerel sun
burning the horizon.
Like a 'latter day Moses'

standing there with God
no mountain now, no desert, no
commandment on His lips

only the gifts
of sea and sight
and silence.

                               Oonah V. Joslin,  04.2008.

 

Świt Ludka

Pomiędzy morzem połyskliwym i chmurami
morskiego przeznaczenia siłami
które go tutaj przywiodły

ku słońcu i niebu makrelowemu
a słońcu widnokrąg rozpalającemu.
Niczym „ Mojżesz współczesny”

będąc tam z Tobą o Panie
z ust jego żadne przykazanie
i nie ma pustyni ni góry

tylko te dary
z morza, widoku
i ciszy.

                                            tłum. (zs)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Czytając wiersz, dobrze jest spojrzeć na fotografię, bo jak pisze w e-mailu  Wojciech Jacobson: … Wiersz jest właściwie inspirowany fotografią. Ludek był w tle, bo jednocześnie autorka czytała (w tłumaczeniu) nasze odczucia… Ludek spał, obudziłem go dla tego wschodu … był to jeden z piękniejszych momentów naszej żeglugi we dwóch z Ludkiem, po przejściu cieśniny Bellota – działu wodnego między Pacyfikiem a Atlantykiem ….  A w liście do autorki wiersza tak oto opisuje wrażenia wyniesione z tamtej chwili: …The dawn of the next day was, for me and Ludek alike, the most wonderful moment of our Arctic voyage; I can still see it. The sun rising above the bay, a delicate crunching sound produced by the thin ice cover as it was being broken by the bow, and a soaring feeling, most probably known only to mountain climbers after a successful assault on the top. We’d made it, we’d passed through!…

O samej fotografii, autorstwa Wojciecha Jacobsona, autorka wiersza Oonah Joslin  pisze w e-mailu: …That photograph is magnificent.  In fact I began to write a poem about it so emotional was my response…”.                                                                                                           (zs)

________________________________________________________________________________________________________Oonah V. Joslin (nee Kyle) – angielska poetka urodzona w Ballymena (Północna Irlandia); po ukończeniu pracy pedagogicznej pisze głównie poezje i tzw. „flash  fiction”; mieszka w Anglii; więcej o autorce wiersza na stronie internetowej www.writewords.org.uk/oonah/ lub na stronie www.bewilderingstories.com

~~~~~~~~~~~~~~                                                                                                                           Tekst pierwotnie ukazał się w Zeszytach Żeglarskich nr 22, maj 2008, str. 24.

 

(zs): Niebiosa się rozpogadzają

Niebiosa się rozpogadzają, więc żeglarzu – żegluj!

Dwieście lat temu, we wrześniu 1818 roku, młody niespełna dwudziestoletni student Uniwersytetu Wileńskiego napisał swój drugi (?) wiersz. Mocno osadzony w atmosferze tajnych, filomackich spotkań wiersz „Już się z pogodnych niebios…” traktując o ważnych, dydaktycznych zadaniach na przyszłość rozpoczyna się nawiązaniem do trudów żeglarza na morzu, do wielkich przestrzeni morskich i śmiałych wyzwań, które przynoszą korzyści i pożytki, niczym złote runo Argonautom.

Adam Mickiewicz – bo on to był owym studentem – niejednokrotnie w swojej twórczości będzie powracał do motywów morskich, ale będą to strofy oparte o własne obserwacje, doznania morskie na Krymie, w Odessie. Pisząc „Już się z pogodnych niebios…” morza nie widział; okrętu i żeglarza zapewne też nie, a jednak wyczuwał „przestrzenne oceany” i tkwiący w nich powiew wolności, śmiałe wyzwania, możliwości działań, ale poprzez trudy, pracę gdzieś daleko, na nieznanych mu jeszcze wodach…

                   Już się z pogodnych niebios oćma zdarła smutna.
                        Żeglarzu! ciągnij rudel, wiatrom podaj płótna,
                        Zmocnioną wczasem dłonią słone krajaj piany,
                        Otworem ci przestrzenne leżą oceany.
                        Niech umysłów nie chwieje burzliwość powodzi,
                        Towarzystwo nieliczne, kruchej słabość łodzi.
                        Wszak nie miał barki z dębu ni serca ze stali
                        Frygijczyk, co się pierwszy chytrej zwierzał fali,
                        A w zawody na złomnem puściwszy się drewnie,
                        Choć nań piekła i nieba dąsały się gniewnie,
                        W własnych dzielnościach ufny, śmiałych żądań pełny,
                        Nieba i piekła zwalczył, złotej dostał wełny.

                                                                                                           (…)

                                                     (Adam MickiewiczJuż się z pogodnych niebios…”, wrzesień 1818r.)

Młodość wileńsko-kowieńska, filomackie spotkania zostały brutalnie przerwane przez carską tajną policję i zesłaniem w głąb Rosji z łaskawie przyznanym prawem wyboru miejsca pobytu; wybór ten padł, m. in. na Odessę i Krym. Mickiewicz zobaczył morze, które w „Sonetach krymskich” znalazło swoje miejsce w „Ciszy Morskiej”, „Żegludze” i w „Burzy”.

 

                         Zdarto żagle, ster prysnął, ryk wód, szum zawiei,

                                 Głosy trwożnej gromady, pomp złowieszcze jęki,

                                 Ostatnie liny majtkom wyrwały się z ręki,

                                 Słońce krwawo zachodzi, z nim reszta nadziei.

                                                                                                        (…)

(Adam Mickiewicz „Burza”, 1826r.)

                                                                                                                     (zs)

Jan Protasowicz: „Inventores rerum…”

INVENTORES RERUM

ALBO KRÓTKIE OPISANIE, KTO CO WYNALAZŁ

I  DO UŻYWANIA LUDZIOM PODAŁ

JANA PROTASOWICZA NA MOHILNEJ
W POWIECIE PIŃSKIM LEŻĄCEJ

W WILNIE
W DRUKARNI  JANA KARCANA

ROKU 1608

                                           (…)

 

Żeglować i puszczać się daleko na morze,

         Gdzie się nauczy modlić i mieszkać w pokorze,

 Jedni, iż Minos począł, drudzy Neptunowi

Przypisują, i stąd mu cześć jako bogowi

Głupie ludzie pogańscy na on czas dawali,

      Zwłaszcza gdy się na morze daleko puszczali.

        Ciż na okręciech walkę wieść śmieli się ważyć,

                Jakoż wprawdzie trzeba tam zdrowie swe odważyć,

Bo i z nieprzyjacielem, i z nawałnościami

Dosyć biedy, także z przykrymi skałami.

                                                                                                                        (…)

                                                                                                   Jan Protasowicz

_____________________________________________________________________________________________________

inventW 1499 roku, w Wenecji, ukazała się po raz pierwszy książka Polidorusa Vergiliusa Urbinasa pt. De rerum inventoribus i od razu zyskała duże powodzenie wśród ówczesnych czytelników, stając się przez następne półtora wieku, przekładana na różne języki europejskie, prawdziwym bestsellerem.

Powodzeniem cieszyła się również w Polsce i to zarówno wydania w językach obcych jak i przetłumaczona, na początku XVII w, przez Jana Protasowicza.

Polski szlachcic, tłumacz Vergilia, pracę swoją potraktował „twórczo”, wnosząc do De rerum… własne przemyślenia haseł, ułożył je w porządku alfabetycznym, a także tłumacząc tekst Włocha zastosował formę wiersza, a to „dla łacniejszego pojęcia i pamiętania”.

Wśród haseł pojawia się przytoczone powyżej „żeglowanie” z wyjaśnieniem Vergilia „kto to wynalazł i do używania ludziom podał”.                                                                            (zs)