Wywiad „Zeszytów Żeglarskich” z Ludomirem Mączką i Wojciechem Jacobsonem, 1 XII 2003, Jacht Klub AZS Szczecin (fragmenty).

[…]

Zeszyty Żeglarskie: Wojtku, jakie są Twoje wrażenia z pobytów na morzu, w odosobnieniu, w przeżywaniu czegoś inaczej, bo jest zapewne wtedy moment wyciszenia, spokoju, oddalenia od ludzi.

Wojciech Jacobson: Myślę, że ja już o tym pisałem, a jeżeli niedostatecznie, to jeszcze napiszę, bo to są bardzo osobiste rzeczy, przeżywam je podobnie jak Ludek. Kontakt z przyrodą, bo są gwiazdy na nieboskłonie, leżysz w kokpicie, na samotnej wachcie i obserwujesz.

Interesują mnie chmury, piach, słońce i gwiazdy. Gwiazdy nocą, rozpoznanie konstelacji, wschody słońca. Najpiękniejszy wschód Słońca na Prince Regent Inlet, po przejściu Cieśniny Bellota. Ludek spał, ja byłem sam na wachcie. Słońce wychodzi zza lodu, cieniutka powłoka, lód jest, morze jest ścięte lodem, ale tego nie widać, błyszczy to jak woda, lód faluje, woda faluje razem z lodem i chrzęst lodu pod dziobem. Satysfakcja, uczucie tej satysfakcji – przeszliśmy dział wodny, jesteśmy po drugiej stronie, już nas nic nie powstrzyma, jest dobra pogoda, znaczy dobre prognozy. Do tego ten piękny wschód Słońca, to jest niezapomniane.

[…]

WJ: Myślę jeszcze o innych przeżyciach, to są przeżywania niezwykłych życiowo sytuacji, dla mnie wprost niemal takich niespotykanych, jak być może mieli odkrywcy, coś co nigdy w życiu nie planowałem. Oglądałem różne obrazki, np. Machu Picchu w Peru. Oglądałem te obrazki i myślałem, że ja tam nigdy nie będę i nagle coś się dzieje takiego, że ja w ciągu dwóch dni – wcześniej nie wiedziałem, że ja tam się znajdę i nagle tam się znajduję, to jest jak olśnienie.

To samo było z Wyspą Wielkanocną. Kiedyś na chemii przynosi mi kolega książkę o Wyspie Wielkanocnej, mówi weź, przeczytaj, Ty tam będziesz. Poczytałem i myślę, że ja tam nigdy nie będę, jakim cudem. I nagle któregoś dnia wyłania się przed dziobem ta Wyspa Wielkanocna i ja tam jestem, szczypię się w ucho czy to jest prawda. Mało tego to jest zbyt odludne, takie egzotyczne miejsce.

Albo inne, zupełnie nie egzotyczne miejsce: jestem w porcie Victoria w Kolumbii Brytyjskiej i pracuję na maszcie i nagle gdzieś 30 m w górze jestem na rei żaglowca i mam przed oczami pasmo gór, już po amerykańskiej stronie – Góry Śnieżne. Po drugiej stronie inne pasmo gór. Co ja tu robię, gdzie ja jestem. Jestem gdzieś daleko od Szczecina, zupełnie absurdalna sytuacja. Siedzę na maszcie, mam cudowny widok przed sobą. To tu, w wielkim mieście, to wielkie miasto było na dole, pode mną. Tylko i to absurdalne: skąd ja się tu nagle znalazłem. Gdzie mnie życie zaprowadziło, właśnie w takie nieznane miejsca.

[…]

: Wojtku, a Twoje zainteresowania żeglarskie. Czy nadal, gdyby przyszło jeszcze raz tak mocno wejść w żeglarstwo, uważasz, że warto było, czy też, że może należało pójść w inne zainteresowania? A jeśli żeglarstwo, to co jeszcze byś chciał zobaczyć?

WJ: Nadal, nadal warto. Pytasz, co jeszcze bym chciał, czy co bym chciał dla innych?

; Co Ty powiedzmy, a inni niech już sobie wybiorą.

WJ: Ja bym chciał jeszcze kawałek Pacyfiku zobaczyć, te wyspy na których nie byłem i które jeszcze są w miarę świeże. Trudno powiedzieć dzikie, bo dzikich to już nie ma, ale gdzie jeszcze nie są skażone komercją.

[…]

: Wojtku, w tym roku żeglowałeś tutaj, po Bałtyku. Jest to pewne rozwiązanie, pewien wybór.

WJ: Dla mnie zupełnie nieznane, bo o ile przemierzyłem różne egzotyczne morza i dalekie akweny to nigdy nie byłem w Szwecji, nigdy nie poznałem tego co czytałem, powiedzmy, o żegludze w szkierach. Teraz zobaczyłem, jak szkiery wyglądają, jak wygląda przyroda Skandynawii. Skandynawii tej bliskiej, nie norweskiej, tylko brzegi szwedzkie, gdzie są właściwie puste lasy, gdzie przyroda jest dzika, ale za to na wodzie są dziesiątki i setki jachtów, na szlakach w tych szkierach.

: Więc pozwolę sobie postawić taką tezę, że całe żeglarstwo z jednej strony to zewnętrzna forma czyli ten długi rejs, a z drugiej strony to sedno tkwi w przeżywaniu, a nie w tym czy jesteśmy na pięknej wyspie Tahiti, czy jesteśmy w szkierach szwedzkich, czy jesteśmy na Zalewie Szczecińskim, Zatoce Skoszewskiej. W przeżywaniu tych miejsc, co kto odbiera, bo można nudzić się na Tahiti, siedząc na eleganckim jachcie, a można pięknie przeżywać szkiery.

WJ: Tahiti to zły przykład. Raczej to jest jedno wielkie rozczarowanie, no prócz zarówno urody dziewczyn na Tahiti jak i egzotyka tej wyspy są przeładowane. Ale rzeczywiście jest ważne przeżywanie. Jako jednym z najpiękniejszych rejsów, który ja wspominam, zresztą Ludek też był na tym rejsie w roku 1950 po Zalewie Szczecińskim, rejs który trwał ponad trzy tygodnie. Ja, Ludek, Krzysiek Jaworski, ten który teraz jest w Warszawie, siedzimy właśnie na „Witeziu”, włóczymy się po Zalewie Szczecińskim, aż do momentu, kiedy już zupełnie nie mieliśmy nic do żarcia ani żadnych pieniędzy.

LM: Nie, śliwy jeszcze były.

WJ: No tak, oprócz worka śliwek i …

Szczecin, 1XII 2003 rok, Jacht Klub AZS

 

*   *   *

Na rejach „Concordii”.


„Łapanie” Słońca na „Marii”.

Fot. z arch W. Jacobsona