Archiwa kategorii: Wiersze

Jan Protasowicz: „Inventores rerum…”

INVENTORES RERUM

ALBO KRÓTKIE OPISANIE, KTO CO WYNALAZŁ

I  DO UŻYWANIA LUDZIOM PODAŁ

JANA PROTASOWICZA NA MOHILNEJ
W POWIECIE PIŃSKIM LEŻĄCEJ

W WILNIE
W DRUKARNI  JANA KARCANA

ROKU 1608

                                           (…)

 

Żeglować i puszczać się daleko na morze,

         Gdzie się nauczy modlić i mieszkać w pokorze,

 Jedni, iż Minos począł, drudzy Neptunowi

Przypisują, i stąd mu cześć jako bogowi

Głupie ludzie pogańscy na on czas dawali,

      Zwłaszcza gdy się na morze daleko puszczali.

        Ciż na okręciech walkę wieść śmieli się ważyć,

                Jakoż wprawdzie trzeba tam zdrowie swe odważyć,

Bo i z nieprzyjacielem, i z nawałnościami

Dosyć biedy, także z przykrymi skałami.

                                                                                                                        (…)

                                                                                                   Jan Protasowicz

_____________________________________________________________________________________________________

inventW 1499 roku, w Wenecji, ukazała się po raz pierwszy książka Polidorusa Vergiliusa Urbinasa pt. De rerum inventoribus i od razu zyskała duże powodzenie wśród ówczesnych czytelników, stając się przez następne półtora wieku, przekładana na różne języki europejskie, prawdziwym bestsellerem.

Powodzeniem cieszyła się również w Polsce i to zarówno wydania w językach obcych jak i przetłumaczona, na początku XVII w, przez Jana Protasowicza.

Polski szlachcic, tłumacz Vergilia, pracę swoją potraktował „twórczo”, wnosząc do De rerum… własne przemyślenia haseł, ułożył je w porządku alfabetycznym, a także tłumacząc tekst Włocha zastosował formę wiersza, a to „dla łacniejszego pojęcia i pamiętania”.

Wśród haseł pojawia się przytoczone powyżej „żeglowanie” z wyjaśnieniem Vergilia „kto to wynalazł i do używania ludziom podał”.                                                                            (zs)


Maria Grochowska-Thomsen: Wiersze-modlitwy irlandzkie

Z maila od Marii Grochowskiej-Thomsen: „…Te wiersze – modlitwy, błogosławieństwa  znalazłam w książce Irische Segenssprüche, Wolfganga Poeplau’a, wydanej w wydawnictwie Peter Hammer -Verlag. Przez przypadek zaczęłam szukać tę książkę. Przypadek ?… Od naszego księdza dostałam życzenia urodzinowe z takim wspaniałym staro-irlandzkim błogosławieństwem. Chciałam je znaleźć w mojej książce, która gdzieś od 20 lat wśród innych na półce leżała. Znalazłam ją, ale tego urodzinowego wiersza nie, za to były tam inne wzruszające wiersze. Dwa przetłumaczyłam i wysyłam. We wstępie pisze autor, że zakonnicy spisywali i opisywali wszystko – także swoje poetyckie błogosławieństwa. Przybyli do Irlandii w V-tym wieku. Swoją siłę czerpali z pięknej natury Irlandii, z lasów, z jezior, mokradeł, zielonych łąk, poszarpanych górzystych brzegów. Żyli w biedzie i pisali, pisali, pisali. Te wiersze w mojej książce są z  VII – X  wieku, autorzy nie znani. Pozdrawiam…” 

 

1a-bild-schiff-texta

Błogosławieństwo przed wypłynięciem na morze

 

Ty, który mieszkasz w Niebie

znasz wszystkie głębokości mórz

zapal w nas Twój sygnał

przeprowadź nas przez dzikie fale

do bezpiecznego portu

błogosław załogę i łódź

błogosław kotwicę i ster

żagle i maszt

niech wszyscy będą silni przed wiatrem

tak abyśmy wrócili do domu

w pokoju

 

Ja, który trzymam ster w moich rękach

wołam do Ciebie Synu Boży

bądź moim pilotem

bądź obok mnie w sztormie i flaucie

bądź moim kompasem i moją mapą

przyłóż Twoją rękę do steru

do lin żagli

Ty, Boże wszystkich elementów         

                         pomóż

tłum. Maria Grochowska-Thomsen

*****************************

Ludowa modlitwa z Irlandii

 

Boże proszę połóż Twoją rękę pod moją głowę

niech Twoje promienie świecą nade mną

błogosławieństwo Twoich aniołów niech mnie chroni

od góry mojej głowy do dołu moich nóg

 

Nie wyliczaj tą dużą ilość moich grzechów

nie sądź mnie za to co ja tego dnia uczyniłem

kiedy swoich będziesz liczył nie zapomnij mnie

 

Maryjne błogosławieństwo niech nade mną zawiśnie

i niech moją duszę spokój ogarnie

silny Michale broń mnie w ciągu dnia i nocy

i w każdej ciemnej godzinie aż do momentu

kiedy słońce pełne promieni ukaże się nad szczytami gór

  tłum. Maria Grochowska-Thomsen

_____________________________________________________________

Maryla Grochowska-Thomsenur. w 1933r. w Tczewie; żeglarstwo uprawiała od końca lat czterdziestych w Szczecinie, odnosząc znaczące sukcesy w regatach – w 1953r. zdobyła I miejsce – Mistrzostwo Polski w Żeglarskich Mistrzostwach Polski Jachtów Kilowych w Sopocie (w barwach LPŻ Szczecin); pod koniec lat pięćdziesiątych wyjechała do Niemiec, nadal żeglując po morzach i Atlantyku.

(zs): O wietrze wietrznie wiejącym wiecznie w wierszu i w prozie …

Czekając na wiatr, nie ten trzaskający niedomkniętą okiennicą albo wzbijający tuman piasku by sypnąć nim w oczy, ale oczekiwany po długiej zimowej przerwie żeglarskiej; ciepły, stały jak passat, wiatr z rufy a jeszcze lepiej z baksztagu; więc czekając na taki wiatr ….

                                              Wiatr Tobie Boże, huczał pieśni,
                                              Gdyś z mroków wykrzesywał świat.
                                              Chaosu świadek i rówieśnik,
                                              Wiatr Tobie, Boże huczał pieśni,
                                              Wodami wstrząsający wiatr.
                                              Wiatr – gniew otchłani zbuntowanej,
                                              Potęgi Twojej pierwszy bard,
                                              Homer Genezis opętany,
                                              Co w chwiejbę wprawił oceany
                                              Rytmicznym rykiem swoich skarg.
                                              I taki był ów zryw stworzenny,
                                             Taki prawichru Tobie hymn,
                                             Że wód wzburzonych ogrom pienny
                                             Do dziś w kołysie trwa bezsennym,
                                             Pomrukiem w brzegi bije złym.
                                             Do dziś – bylinnik, rapsod, epik,
                                             Początku chmurobrody dziad,
                                             Pierwotnej wojny wiarus ślepy –
                                             Wspomnienia szumne lubi wiatr …

                                                                                         (Julian Tuwim, Kwiaty polskie, cz. III, rozdz. I)

Michałowi Choromańskiemu w Zazdrości i medycynie wiatr wieje przez wszystkie strony powieści i jest niczym dekoracja teatralna: jest od pierwszej do ostatniej sceny, wprowadza nastrój, a że jest to wiatr halny więc i nastrój jest pełen niepokoju, grozy, szaleństwa:
„…Wiatr dął trzeci dzień z rzędu, jarzębina rosnąca pośrodku podwórka zgubiła już wszystkie liście, pęki jagód huśtały się jak szalone, pień jarzębiny był pęknięty. Zbliżała się późna jesień. Pomimo to dni były płomiennogorące, a w nocy wśród upalnego wiatru było parno i nieznośnie…”,
by strony dalej, pisać:

„…Na krańcu miasta wiatr dopadł smrekowego lasku i szalał w nim przez całą noc, a nad ranem ujrzano wyrwane z korzeniami pnie drzew i rozrzucone po całym polu połamane gałęzie. Wiatr w obłędnym wirze przerzucił się na drugi kraniec miasta i tam, w podwórku wielopiętrowego białego gmachu, kręcił się obłędny i dziki. Potem szarpnął brama wjazdową i zaczął walić w nią słupami żółtego piasku i kurzu…”
I tak, przez wszystkie karty powieści, wieje wiatr w Zakopanem.

Albo u Williama Faulknera w Dzikich Palmach :

„…palma za oknem szamotała się pośród suchych trzasków, a tuż przed świtem, po gwałtownym szkwale, zerwał się cyklon. Nie była to trąba powietrzna, ta galopowała gdzieś na Zatoce Meksykańskiej, ale jej ogon albo zabłąkany kosmyk grzywy, zrywający na spienionej, żółtej wodzie fale wysokości dziesięciu stóp, które wdzierały się w głąb wybrzeża i nie opadały przez dwadzieścia godzin, smagający bezlitośnie dziką, oszalałą palmę i przewalający się ponad dachem celi…”.

A są jeszcze wiatry „władcy Wschodu i Zachodu” i Wiatry Handlowe, o których pisze Conrad w Zwierciadle Morza:
„… W środkowym pasie ziemi panują niepodzielnie Wiatry Handlowe… Wiatry Handlowe między zwrotnikami sprzyjają codziennemu życiu statków kupieckich… Strefy rządzone przez północno-wschodnie i południowo-wschodnie Wiatry Handlowe są pogodne. Dla statku, który dąży na południe i zamierza odbyć długą podróż, przejście przez ich władztwa zaznacza się ulgą w wysiłkach i czujności ludzi na pokładzie…”
„… W orientacji wiatrów władających morzami północny czy południowy kierunek jest bez znaczenia. Nie ma ważnych Wiatrów Północnych i Południowych na tej ziemi. Wiatry Północne i Wiatry Południowe są tylko drobnymi książątkami … W polityce wiatrów, zarówno jak ziemskich plemion, prawdziwa walka rozgrywa się między Wschodem i Zachodem…”
„… Koniec dnia jest porą, kiedy się patrzy w królewskie oblicze Wiatru Zachodniego, ten wiatr bowiem rozstrzyga o losie statków. Łaskawe i wspaniałe, lub wspaniałe a złowróżbne, zachodnie nieba odbija skryte zamysły królewskiej duszy. Potęga Wiatru Zachodniego przybrana w płaszcz z olśniewającego złota lub obwieszona jak żebrak łachmanami czarnych chmur, króluje na tronie zachodniego widnokręgu, mając za podnóżek cały północny Atlantyk; migotanie pierwszych gwiazd tworzy djadem na jej czole…”

 (Joseph Conrad, Zwierciadło morza, przełożyła A. Zagórska, wyd. Dom Książki Polskiej, Spółka Akcyjna, Warszawa 1935)

Wiatr niosący nadzieję zmian: dla P. B. Shelley’a wiatr ma poruszyć ludzki bezwład, wyzwolić z ucisku, z zacofania:

                                       O Wild West Wind, thou breath of Autumn’s being
                                               Thou, from whose unseen presence the leaves dead
                                               Are driven. Like ghosts from an enchanter fleeing,
                                               …
                                                                                              (P. B. Shelley: “Ode to the West Wind”)

                                                                         ( Dziki wietrze Zachodni, tchu jesiennej pory,
                                                                           Niewidzialnie obecny, płoszysz uschłe liście –
                                                                           Mag, co potęgą zaklęć przeraża upiory –
                                                                            ….
                                                                                                                              tłum. St. Barańczak )

Dla nauki zjawisko wiatru podlega pod teorię chaosu; trudno go przewidywać na dłuższy okres czasu: układ jest nieprzewidywalny aczkolwiek może pojawić się pewien porządek, pewne zgranie się z sobą części układu, zorganizowanie całości i powstanie trąby powietrznej, potężnego silnika samonapędzającego się (ogromnej, nie sterowanej? energii), trwającego w stabilnym układzie stosunkowo długo…
Czekając na wiatr, w zimowe dni, w cieple kominka, znajdując go w literaturze …

(zs)

****

Stalowo zimne świtanie

                           Bez słońca, księżyca i gwiazd

                                             I bryzgiem fali na przebudzenie

                                                               Za kołnierz, w twarz.

                                                                                 Brrr !!! …..

Woda spływa

         w rynnie krzyża

               przy pośladku

                      już ogrzana

                               od ciała.

A jak za mało

           to spod nóg

                ucieka pokład

                   i głową w bom – bum !

                   Cholera …!

O piątej rano gdzieś na Bałtyku

zęby dzwonią na mszę;

ofiara musi być spełniona.

                                 (zs)

IMG_20150918_074456_HDR              Fot. J. Chałas

 

Maryla Grochowska: Latarnia

4. latarnia

 

_______________________________________________________________________________________________________

Maryla Thomsen-Grochowskaur. w 1933r. w Tczewie; żeglarstwo uprawiała od końca lat czterdziestych w Szczecinie, odnosząc znaczące sukcesy w regatach – w 1953r. zdobyła I miejsce – Mistrzostwo Polski w Żeglarskich Mistrzostwach Polski na Morzu (w barwach LPŻ Szczecin); pod koniec lat pięćdziesiątych wyjechała do Niemiec, nadal żeglując po morzach i Atlantyku.                                                                                                                                                                                          (zs)

Adam Asnyk: Fale

Na morza wzdętej toni
Wciąż fala falę goni,
Wzbierając z szumem pędzi,
Srebrzystą pianą wrząca,
W podskokach się roztrąca
Na ostrej skał krawędzi;

Lub tocząc na brzeg płaski
Błyszczące, mokre piaski,
Kamyczki i muszelki,
Zamiera z dźwięcznym echem,
Zanim ją swym oddechem
Ocean wciągnie wielki.

I żadna z nich nic nie wie
W bezsilnym swoim gniewie,
Do jakich celów służy,
Lecz powracając ginie
W bezdennej wód głębinie,
Po krótkiej swej podróży.

Jednak ich ciągła praca
Skalisty brzeg wywraca,
Zmienia koryta prądów,
Pochłania ziem przestworza,
I nowe wznosi morza,
I rzeźbi postać lądów.

Pokoleń smutna fala
Podobnie się użala
Na marność swych zabiegów,
Że tak bez śladu tonie
W wielkiej całości łonie
Odbita z ziemi brzegów …

Widocznych śladów mało
Po każdej pozostało,
I dumne jej zamysły
Odparte w swoim pędzie
Przez ostre skał krawędzie,
Jak piana nagle prysły.

A przecież siła żywa
Wiążąca ich ogniwa
Z pokoleń w pokolenia
Przez długie lat koleje,
Z pokoleń w pokolenia
Ludzkości postać zmienia
I rzeźbi świata dzieje.

                      Adam Asnyk

________________________________________________________________________________________________________

Adam Asnyk (psed.: El… Y, 1838 – 1897) ostatni poeta z okresu romantyzmu (nota o autorze z „Morze w poezji polskiej” w opracowaniu Zb. Jasińskiego, Główna Księgarnia Wojskowa, Warszawa 1937, opracowanie graficzne: Atelier Girs-Barcz).

 

Góry i morze – pisał Asnyk, w liście do ojca, 28 maja 1874 – to jedyne uniwersalne lekarstwo na wszystkie ludzkie dolegliwości; tam oddychając świeżym, wonnym powietrzem, pojąc się widokiem świeżej a wzniosłej natury można zapomnieć o cierpieniach i troskach…”.