Archiwa kategorii: ZŻ nr 24e luty 2015

Krzysztof K. Vorbrich: Recenzja książki

Forster okladkaZuzanna Jakubowska: Wciąż odkrywana. Wyspa Wielkanocna w nieznanym rękopisie Forsterów z XVIII wieku.

Wydawnictwo: Muzeum Historii Ruchu Ludowego i Instytut Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2014

Rozbudowany tytuł niniejszej publikacji pasuje do tak nowatorskiej, wielowątkowej książki. Wskazuje na sedno badań, które autorka nie tylko klarownie przedstawiła, ale również poparła dowodami pierwszej klasy.
Cele, jakie przyświecają autorce, są niezmiernie trudne do realizacji, albowiem badania Zuzanny Jakubowskiej kwestionują powszechnie akceptowany dogmat, iż w przypadku Forsterów – pochodzących z Prus Królewskich, dodatkowych członków załogi Jamesa Cooka podczas jego drugiej wyprawy dookoła świata (1772–1775) – wszelkie możliwe pisma o jakiejkolwiek wartości literackiej i naukowej są znane i dokładnie przestudiowane, a zatem nie jest możliwe uzupełnienie dokumentacji z owej wyprawy o żaden nowy, cenny tekst.
Cele, jakie przyświecają badaniom autorki, są również dość delikatnej natury. Pretensje do spuścizny literackiej po Forsterach rości sobie bowiem sześć narodów i państw: Polska, Niemcy, Anglia, Szkocja, Francja, a wreszcie Litwa.
Niniejsza praca jest szczególnie ważna w odniesieniu do Polski i Litwy. Forsterowie żyli w czasach Cooka i Jerzego III, króla Wielkiej Brytanii i Irlandii, a także carycy Katarzyny oraz króla Stanisława Augusta Poniatowskiego – władcy Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Monarchowie ci wywarli na podróżników przemożny wpływ.
Jak zostało powiedziane wyżej, Forsterowie urodzili się nieopodal Wolnego Miasta Gdańska, na terenie Prus Królewskich, należących do ówczesnej Korony Polskiej, która wchodziła w skład Unii Polsko-Litewskiej. Dawne kraje Unii po trosze o nich zapomniały. Praca Z. Jakubowskiej dąży do przywrócenia im należnego miejsca w panteonie dziedzictwa polsko-litewskiego.
Niniejsza publikacja zabiera także głos w sporze polityczno-literackim, towarzyszącym zakazowi, jakim brytyjska Admiralicja objęła publikację dzienników Johanna Forstera, pisanych na pokładzie flagowego statku Cooka, Resolution.
Last but not least, praca Z. Jakubowskiej to również głos w dyskusji wokół rzekomej niemieckiej versus polskiej spuścizny kulturalnej po Forsterach. Ich dziedzictwo niemieckie i polskie to w zasadzie trzon niniejszej publikacji.
Dzięki swej twórczości literackiej w języku niemieckim, Forsterowie mają zapewnione miejsce w panteonie kultury niemieckiej (czy raczej pruskiej). Niemieccy czytelnicy szczególnie cenią George’a Forstera za przekład relacji z wyprawy Cooka – A Voyage…, w tłumaczeniu zatytułowanej Reise… – i za inne arcydzieło, mające charakter wspomnień z podróży w towarzystwie słynnego Humboldta.
Pomimo ograniczonych rozmiarów, praca Z. Jakubowskiej to szeroko zakrojone przedsięwzięcie naukowe. Przypisy są dość liczne, zazwyczaj słusznie, i ogólnie klarowne. Praca jest skomponowana ze szczególną dbałością o spójną formę graficzną. Reprodukcja oryginalnego rękopisu francuskiego nadaje publikacji charakter prawdziwie źródłowy. Transkrypcja ułatwia czytanie dokumentu i skomputeryzowane badania porównawcze z uwzględnieniem innych tekstów literackich autorstwa Fosterów. Książka zawiera także tłumaczenia oryginału na języki angielski i polski. Przekład wykonany został z należytą troską o szczegóły techniczne i o kulturową specyfikę wszystkich trzech języków. Tłumaczeniowa część książki powinna być traktowana jako niezwykle istotna z punktu widzenia badacza, nie zaś po prostu wprawka w sztuce przekładu.
Jeśli chodzi o tłumaczenie na język polski, Z. Jakubowska dostarcza polskim czytelnikom-niespecjalistom zupełnie nowego, wyjątkowo potężnego narzędzia: mogą oni teraz porównać trzy różne teksty źródłowe Forsterów o Wyspie Wielkanocnej, przełożone przez tę samą, niewiarygodnie kompetentną osobę. Warto bowiem przypomnieć, że Z. Jakubowska w jednej ze swoich wcześniejszych książek zamieściła już przekłady fragmentów Journals… Johanna Forstera i A Voyage… George’a Forstera, dotyczących Rapa Nui.
Dla każdego badacza, poważnie zainteresowanego wschodnimi rejonami Pacyfiku na południe od równika, dokonany przez Z. Jakubowską przekład angielski okazuje się jeszcze ważniejszy niż polski. Tłumaczenie angielskie może posłużyć do studiów porównawczych nad takimi pracami Forsterów, jak Journals…, A Voyage…, jej przekład Reise… oraz Observations…. Zważywszy, że każdy anglojęzyczny literaturoznawca, specjalizujący się w zagadnieniach Pacyfiku, powinien posiadać przynajmniej roboczą znajomość języków holenderskiego i niemieckiego, angielski przekład manuskryptu (wraz z dziełami niemieckimi i holenderskimi, przywoływanymi przez Z. Jakubowską w przypisach, ze wspomnianą Reise… oraz publikacjami wyszczególnionymi przez autorkę w bibliografii) umożliwi specjalistom w dziedzinie kultury i literatury obszaru Oceanu Spokojnego zestawienie doświadczeń Forsterów z doświadczeniami podróżników holenderskich. Czytelnicy francuskojęzyczni otrzymają z kolei możność porównania tekstu oryginału, drobiazgowo i skrupulatnie przetranskrybowanego przez Agatę Frankowską-Thuinet (z pomocą Zuzanny Jakubowskiej), ze źródłami autorstwa podróżników hiszpańskich i francuskich, którzy dotarli na Wyspę Wielkanocną odpowiednio w roku 1770 i 1786. Jak było wspomniane wyżej, w przypisach do swych przekładów autorka częstokroć powołuje się na publikacje w języku holenderskim i niemieckim; czytelnika zdumiewa jej kompetencja językowa w zakresie tak istotnym dla studiów nad historią eksploracji Pacyfiku, od Magellana do Cooka i dalej.
Przekłady zawierają również „Tabelę zgodności między językami Morza Południowego”, co może niesłychanie ułatwić życie potencjalnego badacza.
Szczególny nacisk należy położyć na kwestię dostępności i wiarygodności oryginalnych pism Forsterów, tj. rękopisów, zdeponowanych w Bibliotece Berlińskiej, w innych księgozbiorach, a także pozostających w rękach prywatnych.
Najbardziej znanymi opublikowanymi wspomnieniami Forsterów są: A Voyage…, tom napisany jakoby przez George’a Forstera, możliwe, że z pomocą ojca Johanna, oraz Observations…, opracowanie jakoby sporządzone przez Johanna Forstera. Specjaliści utrzymują, że rękopiśmienne Journals… Johanna były pierwotnym, jeśli nie jedynym źródłem faktów zawartych w obydwu wspomnianych pracach. Sytuacja jest jednak daleko bardziej skomplikowana, co wykazałem w opracowaniu z 2011 roku2 . Pozwolę sobie zacytować:

Dowiedziawszy się o śmierci George’a, wdowa po nim, Therese, która przechowywała jego rękopisy na tematy botaniczne, „przekazała je ludowi Francji”. Rękopisy te znajdują się obecnie w Bibliotece Historii Naturalnej w Paryżu.

…po śmierci Johanna wdowa po nim, Justyna, zdeponowała rękopis jego dzienników w Berlinie, gdzie obecnie są przechowywane. Trzeba jednak mieć na uwadze, że Justyna przekazała tamtejszej bibliotece również krótkie notatki naukowe Johanna, notesy antropologiczne i glosariusze, jakie prowadził podczas wyprawy.3

Wykazu rękopisów Johanna w muzeum berlińskim nie sporządzono jednakże z należytą skrupulatnością. Rękopis dzienników został odnaleziony przypadkiem pod koniec lat 70. lub we wczesnych latach 80., następnie drobiazgowo przepisany, aż wreszcie skomputeryzowany przez Michaela Edwarda Hoare i opublikowany w roku 1982.
Na koniec chciałbym poruszyć kwestię zagadnień politycznych czy też okołopolitycznych, obecnych w części analitycznej niniejszej książki. W mojej ocenie w przeprowadzonej przez Z. Jakubowską analizie kwestie te przejawiają się w trzech odmiennych wątkach, którym można przypisać odrębne kategorie. Za pierwszy można uznać spór między Forsterami a brytyjską Admiralicją oraz jego konsekwencje literackie i polityczne. Drugi to uwłaczający wpływ, jaki wywarli „biali” podróżnicy na ludność rdzenną Wyspy Wielkanocnej. Trzeci zaś problem zawiązany jest z „socjopolityczną” rolą „pomników” wzniesionych na omawianej wyspie.
Pozwolę sobie zacząć od sporu na linii Forsterowie – Admiralicja. Jego trafne zobrazowanie przez Z. Jakubowską sparafrazowałbym w sposób następujący: Na pokładzie HMS Resolution Johann

pisze dzienniki, pokładając w nich duże nadzieje. […] Tym niemniej […] niedługo po roku 1775 niektórzy z bardziej wpływowych torysów z brytyjskiej Admiralicji starają się – agresywnie, uporczywie i skutecznie – zablokować twórczość literacką Forsterów. […] W tym okresie głównymi powodami owej „serii […] intryg” zdają się być, między innymi, ambicja literacka Cooka, liberalne, anty-imperialne poglądy Johanna oraz pewne jego nieortodoksyjne teorie naukowe, jak również obraźliwy esej W. Walesa, Remarks…. […] Walka Johanna Forstera o prawo do wolności słowa i o prawo do opublikowania relacji z wyprawy Cooka pośrednio przyczyniła się do zapoczątkowania kariery literackiej George’a, który wydał A Voyage…4 .

Spór Forsterów z Admiralicją doprowadził pośrednio do ich powrotu do Europy, a w dalszej kolejności do napisania Mémoire, z na poły politycznych powodów, o których była już mowa. Jak zaznaczyłem, zgadzam się z eleganckim, wiarygodnym wyjaśnieniem tych kwestii, zaproponowanym przez Z. Jakubowską.
Zgadzam się również ze stwierdzeniem autorki, iż coraz liczniejsi są „naukowcy, którzy – w duchu rozważań postkolonialnych – dążą do rehabilitacji dawnych mieszkańców Wyspy Wielkanocnej oraz ich stylu życia, wskazując przy tym na czynnik zewnętrzny w postaci kontaktu z cywilizacją zachodnią, jako na przyczynę degradacji społecznej i środowiskowej Rapa Nui”. W moim rozumieniu siłowe zniewolenie mieszkańców Wyspy Wielkanocnej przyczyniło się do depopulacji i dekulturacji Rapa Nui, czego powodem był kontakt ze światem zewnętrznym. Innymi słowy – w XIX wieku łowcy niewolników napadli na wyspę. Życie jej rdzennych mieszkańców zostało zakłócone w takim stopniu, iż ich delikatna cywilizacja została poważnie zagrożona, wiedza o własnej przeszłości uległa niemal całkowitej zagładzie, a umiejętności przodków – zapomnieniu.
Na koniec Z. Jakubowska, z właściwą sobie przenikliwością badawczą, przeprowadza analizę porównawczą prac podróżników i zauważa, iż „w wielokrotnie wspominanych pismach Forsterów pojawiają się doniesienia, iż posągi pełnią funkcję pomników wystawianych dawnym, wybitnym wodzom […]. Tymczasem w memoriale okoliczność ta powtarzana jest aż do przesady […] wraz z peanami na cześć stopnia rozwoju miejscowej sztuki […]. Co więcej, autorzy memoriału aktywnie odrzucają myśl, iż owi upamiętniani wodzowie byli deifikowani – mimo że choćby w Observations dywagacje na ich temat pojawiają się właśnie w kontekście omawiania zwyczajów religijnych Pacyfiku. Zaprzeczenie to wpisuje się w dość widoczną w rękopisie politykę unikania nawiązań do Boga”. Wedle tej tezy, w memoriale posągi zwane moái pełnią „czytelną funkcję socjopolityczną”.
Bazując na powyższych rozważaniach, z pełnym przekonaniem i bez najmniejszych zastrzeżeń sugeruję i nalegam, by praca Z. Jakubowskiej ukazała się w formie książkowej.

_____________________________________

1 – Johann Forster i jego syn George Forster urodzili się nieopodal Wolnego Miasta Gdańska, odpowiednio w 1729 i 1754 roku.

2Cf. K. K. Vorbrich, Memoirs of the Forsters—the Polish-Born Participants of Cook’s Expedition: the Same Voyage, Worlds Apart—extended edition, Scientific Publishing House CONTACT, Poznań 2011.

3 – “Upon learning of his death, George’s widow, Therese, who held his botanical manuscripts, ‘gave them to the people of France.’ The manuscripts are now deposited at the Library of Natural History in Paris. […] [A]fter Johann’s death, his widow, Justyna, deposited the manuscripts of Forster’s Journals… in Berlin, where they are kept presently. However, it is important to realise that in Berlin Justyna deposited also Johann’s short scientific notes, anthropological notebooks, and vocabularies kept during the Voyage”. Ibid., s. 69, 71.

4 – K. K. Vorbrich, Some Geographical and Geological Aspects in Johann Forster’s Posthumous Journals… Controversy—HMS Resolution Memoirs Never Refined, „Quaestiones Geographicae”, 31(3), Poznań, 2012, s. 90–91.

                                                                                 Christopher (Krzysztof Konstanty) Vorbrich

                                                                                                                 Poznań, 30 maja 2014 r.

W OBIEKTYWIE WOJCIECHA JACOBSONA: WYSPA WIELKANOCNA

Zdjęcia z Wyspy Wielkanocnej były robione w latach 1993, 1994, 1998 i 2001 w czasie postoju tam barkentyny Concordia z kanadyjską „Class Afloat”. Na wyspie nie ma portu, jedynie przystanie łodziowe i przystań dla małych barek. Statki i jachty stoją na kotwicy, a łączność z lądem zapewniają łodzie i pontony. Przy niekorzystnym wietrze trzeba było zmieniać miejsce zakotwiczenia, nieraz kilkakrotnie w czasie postoju.
Wojciech Jacobson

11. Easter I.
Mapka schematyczna z nazwami, na pocztówce.

11a. Mapka Wyspy Wielkanocnej Mapka schematyczna wyspy z nazwami miejsc.

12. F1020002 Pierwsze zaoczenie, widok strony SE Wyspy, kurs Concordii na SW, widoczne wzgórze wulkanu Rano-Kau i wysepki Motu-Nui i Motu-Iti. Fot. Wojciech Jacobson

13. F1000034 Zatoka Hanga-Hotuiti, widok na posągi Aku Tongariki na brzegu i na wulkan-kamieniołom Rano-Raraku. Fot. Wojciech Jacobson

Scan0687 Przystań łodziowa w Hanga Roa. Fot. Wojciech Jacobson

Scan0690 Krater wulkanu Rano Tau. Fot. Wojciech Jacobson

Scan0692 Wysepki Motu-Nui i Motu-Iti, widok z obrzeża wulkanu Rano Tau. Fot. Wojciech Jacobson

14. F1000001aa Samotny posąg w pobliżu zatoki Hanga-Hotuiti i grupy posągów Ahu Tongariki. Widoczne są wzgórza koło wulkanu-kamieniołomu Rano-Raraku. Fot. Wojciech Jacobson

15. F1040050 Posągi (Moai) na zboczach zachodnich wulkanu-kamieniołomu Rano Raraku. Fot. Wojciech Jacobson

15a. F1000032a Posągi (Moai) Ahu Akivi – jedyne jakie „patrzą” w stronę morza (na NW). Fot. Wojciech Jacobson

15b. F1000029a Posągi (Moai) Ahu Akivi – jedyne jakie „patrzą” w stronę morza (na NW) – kolejne ujęcie. Fot. Wojciech Jacobson

F1000025 Moai Ahu Akivi – jedyne jakie nie są odwrócone plecami do morza („patrzą” na NW). Fot. Wojciech Jacobson

Scan0689 Moai z wyrytym obrazem żaglowca w kamieniołomie Rano-Raraku. Fot. Wojciech Jacobson

Żaglowiec Moai z żaglowcem z książki portugalskiej „Ilha de Pascoa”.

F1000016 Odbudowa przez Japończyków posągów zniszczonych przez tsunami na plaży Tongariki (r.1993). Fot. Wojciech Jacobson

F1000043 Odbudowa przez Japończyków posągów na plaży Tongariki zniszczonych przez tsunami (r. 1993). Fot. Wojciech Jacobson

F1000024 Plaża Anakena, widok z W na E, widać posągi w dolinie (Ahu Vai Tara Kai Ua) i samotny posąg na wzgórzu (Ahu Nau Nau). Fot. Wojciech Jacobson

16. Pic. 253 Posągi (Moai) na zboczach zachodnich wulkanu-kamieniołomu Rano Raraku. Fot. Wojciech Jacobson

17. F1000018 Posągi (Moai) na zboczach zachodnich wulkanu-kamieniołomu Rano Raraku. Fot. Wojciech Jacobson

18. F1040070 Zatoka Hanga-Hotuiti, na brzegu widoczne posągi Ahu Tongariki (w remoncie), z prawej zakotwiczona Concordia. Fot. Wojciech Jacobson

19. F1000021 Widok na plażę Anakena i pierwszy posąg ujrzany przez odkrywców Wyspy (Ahu Nau Nau). Fot. Wojciech Jacobson

20. F1040072 Zatoka Hanga-Hotuiti, zachód słońca, widoczny zarys wulkanu-kamieniołomu Rano-Raraku. Fot. Wojciech Jacobson

Zuzanna Jakubowska: fragment książki o Wyspie Wielkanocnej

Zuzanna Jakubowska: Odkryta przypadkiem, pojęta opacznie.
Wyspa Wielkanocna w osiemnastowiecznych relacjach podróżników na tle rozważań o spotkaniu kultur.

(fragment)

SPIS TREŚCI
WSTĘP
I. ZDERZENIE ŚWIATÓW ŻYCIA

1. Zagadnienie obcego/innego
2. Europa a inni
2.1. Europocentryzm i poczucie wyższości
2.2. Odkrywanie Nowego Świata
2.3. Postrzeganie innych kultur, imperializm i przemoc
2.4. Interakcja z innymi: komunikacja i wymiana towarów
3. Inność w przekazach
3.1. Nauka w służbie imperializmu
4. (Nie)przetłumaczalność kulturowa?

II. OSIEMNASTOWIECZNE RELACJE Z WYSPY WIELKANOCNEJ: PRZEKŁADY

II.1. Wprowadzenie
1. Przebieg wypraw i autorzy relacji
2. Podstawa przekładów
3. Język relacji i redakcja przekładów

II.2. Wyprawa holenderska
1. Jacob Roggeveen
2. Cornelis Bouman
3. Carl Friedrich Behrens
3.1. Podróż do nieznanych lądów południowych i dookoła świata (poemat)
3.2. Przez Carla Friedricha Behrensa osobiście odbyta podróż do znanych i nieznanych lądów południowych
4. Anonimowa relacja 1
5. Anonimowa relacja 2

II.3. Wyprawa hiszpańska
1. Felipe González de Haedo
1.1. Wyciąg z dziennika
1.2. Opis wyspy św. Karola zbadanej na rozkaz wicekróla Peru
1.3. Opis wyspy św. Karola oraz jej osobliwości
2. Juan Hervé
3. Francisco Antonio Aguera e Infanzón

II.4. Wyprawa angielska
1. James Cook
2. Georg Forster
3. Johann Reinhold Forster
4. William Wales
5. John Marra
6. Pozostałe relacje angielskie
6.1. Charles C. Clerke
6.2. Joseph Gilbert
6.3. John Elliott

II.5. Wyprawa francuska
1. La Pérouse

III. WYSPA WIELKANOCNA W RELACJACH PODRÓŻNIKÓW: ANALIZA TEKSTÓW

III.1. Wyspa – środowisko i zasoby
1. Od morza
2. Od lądu
2.1. Fauna, flora, żywność

III.2. Ludność rdzenna i jej kultura materialna
1. Rapanujczycy i Europejczycy: pierwsze spotkania a rozwój relacji
2. Dalsza charakterystyka tubylców
3. Język
3.1. Glosariusz Aguery
3.2. Glosariusz Cooka
3.3. Glosariusz Forsterów
4. Kultura materialna
4.1. Posągi i platformy
4.2. Siedziby, pozostałe konstrukcje i przedmioty codziennego użytku

PODSUMOWANIE
1. Społeczeństwo zdolne do przetrwania
2. Zrozumieć

ANEKS
1. Poemat Carla Friedricha Behrensa (fragment)
2. Film Podziemny świat Rapa Nui – polemika
3. Zestawienie chronologiczne relacji
4. Skala Beauforta
5. Glosariusz niektórych terminów rapanujskich

BIBLIOGRAFIA
1. Źródła
1.1. Archiwalne
1.2. Drukowane
2. Opracowania
2.1. Książki
2.2. Artykuły
3. Internet
4. Inne materiały

_____________________________________________

Las verdades geográficas o antropológicas son –como todas– verdades culturales, contingentes. De manera coloquial podría decirse que toda verdad tiene denominación de origen y fecha de caducidad.

[Prawdy geograficzne czy antropologiczne są – jak wszystkie – prawdami kulturowymi i przypadkowymi. Kolokwialnie rzec by można, że każda prawda ma swój certyfikat pochodzenia i swoją datę przydatności do spożycia.]

                                                                                                                                                                               Juan Pimentel

 

Dziś wszyscy jesteśmy tubylcami i każdy, kto nie w pełni do nas należy, jest egzotyczny.

                                                                                                                                    Clifford Geertz

WSTĘP

Mam przed oczyma linię brzegową Wyspy Wielkanocnej: miejsce styku wód oceanicznych z lądem wyznaczają kostropate kamienie, urwiska i ciemne, ostre skały ze zwietrzałej lawy, kontrastujące z białymi rozbryzgami piany. Owa fizyczna granica w pierwszej połowie XVIII wieku stała się granicą metaforyczną. Naprzeciw siebie znalazły się wówczas dwie kultury, dwie cywilizacje, dwa światy, które stanęły twarzą w twarz – i weszły w interakcję, którą trudno nazwać porozumieniem.
Europejczycy – choć w sumie nie tego szukali – odkryli jeszcze jedną małą wyspę na Pacyfiku.
Mieszkańcy małej wyspy na Pacyfiku – choć niczego nie szukali – odkryli, że istnieją ludy odmienne od Polinezyjczyków.
Na przestrzeni kilkudziesięciu lat (1722–1786) do brzegów Rapa Nui, która wówczas jeszcze nie nosiła tej nazwy, przybili kolejno Holendrzy, Hiszpanie, Brytyjczycy i Francuzi. Za każdym razem z innego powodu, w innym celu, z innym nastawieniem i z odmiennymi wyobrażeniami: pierwotnymi, które kształtowały ich oczekiwania – i wtórnymi, które unosili ze sobą, odpływając. Ale też za każdym razem było to spotkanie dwóch różnych rzeczywistości; jego owoc stanowiły pisane przez Europejczyków teksty: dzienniki pokładowe, raporty, wspomnienia. (…)

Właśnie owe teksty stanowią oś rozważań zawartych w niniejszej książce. Moim celem było przyjrzenie się im w formie pierwotnej, niezaburzonej późniejszymi transformacjami – a więc uchwycenie ich w tej postaci, w jakiej powstawały w swoim miejscu i czasie, by trafić do odbiorców prymarnych – po to, bym następnie mogła jak najwierniej przekazać polskiemu czytelnikowi ich treść. Dopiero na podstawie tak przygotowanego materiału możemy pochylić się nad wizją Wyspy Wielkanocnej i jej mieszkańców, ukształtowaną w umysłach pierwszych podróżników, którzy poznali ten skrawek lądu – i odnieść ów zespół sądów i wyobrażeń do dzisiejszego stanu wiedzy. Co przekazali nam dawni żeglarze? W jaki sposób ich bagaż kulturowy, bagaż doświadczeń wpływał na odbiór nieznanej cywilizacji czy na stosunek do jej przedstawicieli? A co tak naprawdę wiemy dzisiaj o wyspie, z którą powszechnie kojarzone są dwa słowa: „posągi” i „tajemnica”? Jak ma się wiedza obiegowa, spod znaku publikacji popularnych, które tylko w założeniu mają uczyć – bawiąc, programów National Geographic i okolicznościowych, wielkanocnych wydań czasopism – do hipotez, analiz i faktów, funkcjonujących w sferze nauki? (…)

By przeanalizować te zagadnienia, nie wystarczy przełożyc osiemnastowieczne teksty na polszczyznę XXI wieku. Mamy tu raczej do czynienia z przekładem międzykulturowym, który ponadto sięga w głąb czasu i przestrzeni: odłam kultury polinezyjskiej, przez wieki rozwijający się w izolacji, odkrywany stopniowo przez Europę w dobie Oświecenia, postrzegany oczami i umysłami Holendrów, Niemców, Hiszpanów, Brytyjczyków, Francuzów (kapitanów, żołnierzy, marynarzy, przyrodników…), ma zostać przedstawiony polskiemu czytelnikowi żyjącemu tu i teraz. (…)

W tradycji badań nad Wyspą Wielkanocną ustaliła się periodyzacja jej dziejów, w myśl której okres wypraw osiemnastowiecznych nazywany jest pierwszym okresem historycznym. Ponadto, cztery wspomniane ekspedycje traktuje się łącznie jako „odkrywcze”, choć oczywiście z punktu widzenia dzisiejszych Europejczyków wyspa została odkryta tylko raz: przez członków wyprawy Jacoba Roggeveena w 1722 roku. Tym niemniej naukowcy uznają, że wszystkie cztery pierwsze ekspedycje wniosły istotny wkład w wiedzę cywilizacji zachodniej na temat Rapa Nui, jej kultury i środowiska, stąd – umownie i post factum – podnieśli załogi wszystkich statków do rangi odkrywców. I to pomimo faktu, iż nie kto inny, jak James Cook, rozczarowany niegościnnym środowiskiem i zastanym tu ubóstwem, twierdził, iż żaden naród „nie będzie ubiegać się o honor odkrywcy Wyspy Wielkanocnej” . (…)

Książka, którą trzymają Państwo w rękach, składa się z trzech zasadniczych części. Pierwszą z nich stanowi szerokie, wielowątkowe tło, na jakim pragnę ukazać przekłady osiemnastowiecznych tekstów podróżniczych. Za punkt wyjścia służą rozważania o naturze obcości i inności. Pragnę prześledzić, jak rozmaici myśliciele definiują te pojęcia, czym charakteryzuje się inność, a czym obcość, czy granica między nimi może w ogóle być jasno wytyczona. Refleksje te opieram głównie na przemyśleniach Bernharda Waldenfelsa, a także m.in. Edmunda Husserla oraz Tzvetana Todorova. Interesuje mnie ponadto, jak odczuwana jest inność i obcość na płaszczyźnie psychologicznej i w przestrzeni międzykulturowej – z czego wynika i jakie są konsekwencje jej istnienia. Poruszam też wątki lęku, fascynacji i interakcji między postrzegającym ‘ja’ a postrzeganym innym/obcym.
Kwestie owe wiążą się nierozerwalnie z rozległym tematem spotkania Starego Świata z Nowym. Problematykę ową – omówioną przeze mnie na podstawie przemyśleń takich autorów, jak np. David Abulafia, Stephen Greenblatt, Juan Pimentel, Mary Louise Pratt czy Bernard Smith – poruszano już wielokrotnie (podobnie jak poprzednie zagadnienie), tym niemniej zawsze pozostaje aktualna, gdy w grę wchodzi kontekst, jaki stał się przyczyną powstania niniejszego tomu. Musimy zatem zmierzyć się ze zjawiskiem europocentryzmu, na który przedstawiciele cywilizacji zachodniej skazani byli w sposób nieunikniony – ale i z towarzyszącym mu poczuciem wyższości; kładło się ono głębokim cieniem na historię odkryć i poznawania innych rejonów świata. Proces ten uwarunkowany był bowiem – jak wspomniałam – bagażem intelektualnym podróżników, którzy wyruszali z macierzystych portów wyposażeni mentalnie w założenia wstępne (albo nimi obarczeni), wyrosłe z własnej wielowiekowej tradycji i nieprzystające do realiów odkrywanych ziem. Poznanie nie może jednak odbywać się w próżni, a zatem wykształcenie, doświadczenie życiowe, przyswojone wzory kultury i wiedza książkowa nieuchronnie nakładały się na obraz nowej rzeczywistości, modelowały go i przeplatały się z jego wątkami, tworząc nową jakość, w której półświadomie próbowano szukać dawnych prawideł i sensów.
Nastawienie to, jak wiadomo, rzutowało negatywnie na napotykane kultury; przedstawiciele cywilizacji zachodniej nieraz zajmowali wobec nich stanowiska skrajne: od pobłażliwości i narzucania im zawłaszczającej, manipulującej opieki, po traktowanie instrumentalne i przemoc. Ludność rdzenna odkrywanych terenów utożsamiana bywała z elementem krajobrazu bądź z zawadą na drodze do nowych posiadłości terytorialnych. Tym niemniej jej istnienia nie można było usunąć poza nawias; naturalną konsekwencją spotkania była więc komunikacja – ograniczona i niedoskonała, bazująca na uprzedzonej interpretacji i nieadekwatnych oczekiwaniach, a zatem wiodąca do mylnych sądów i nieporozumień. Szczególnym wymiarem owej komunikacji była wymiana handlowa, obejmująca między innymi żywność; ten akurat aspekt podczas długich wypraw stał się dla Europejczyków koniecznością.
Kolejną żywotną kwestią, jaką poruszam w toku rozważań, jest tekstowy obraz inności i jego transformacja na przestrzeni dziejów – od niesprawdzalnej dla laika fikcji po postulowaną w XVIII wieku wiarygodną naukowość, która – jak się okazuje – także nie gwarantowała rzetelnego podejścia do tematu. I tak dochodzimy do jednego z zagadnień kluczowych dla niniejszego tomu: problemu przetłumaczalności bądź nieprzetłumaczalności kulturowej. Definiując kulturę – śladami Clifforda Geertza – jako sieć znaczeń i symboli, omawiam kwestię splecenia języka z podłożem cywilizacyjnym, nieuchronnie stwarzającego trudności w procesie przekładu sensu largo, czyli takiego, którego przedmiotem są nie tylko języki i słowa, ale odrębne rzeczywistości. To właśnie owe obce realia próbujemy zrozumieć oraz wyjaśnić. W tym zaś przypadku przetłumaczalność – czyli pojmowalność! – zależy przede wszystkim od narzędzi, jakie mamy do dyspozycji, oraz od nastawienia. (…)

Część druga to przede wszystkim przekłady kilkunastu relacji z czterech osiemnastowiecznych wypraw, których uczestnicy zetknęli się z kulturą Wyspy Wielkanocnej. Scharakteryzowawszy pokrótce przebieg owych ekspedycji oraz sylwetki poszczególnych autorów – w oparciu o takich autorów, jak John Cawte Beaglehole, Roelof van Gelder, Francisco Mellén Blanco, Herbert von Saher, Krzysztof Vorbrich – skupiam się na omówieniu podstawy tłumaczeń. Pod względem merytorycznym mamy do czynienia z materiałem niejednorodnym: są to bowiem zarówno teksty kierowane do przełożonych (dzienniki, raporty), jak i do opinii publicznej (wspomnienia, a nawet poemat). Gdy zaś idzie o nośnik, korzystam zarówno z oryginalnych, pierwszych wydań relacji, jak i z edycji krytycznych źródeł, a także – w przypadku niektórych dokumentów z wyprawy hiszpańskiej i brytyjskiej – z manuskryptów . Ostatnim w tej części elementem metatekstowym jest analiza języka oryginalnych materiałów oraz omówienie procesu redakcji tłumaczeń.
Warto zaznaczyć, iż przekłady nie są ułożone chronologicznie. Kryterium, jakie mi przyświecało, była przede wszystkim osoba autora i jego ranga. A zatem, w kontekście każdej z wypraw najpierw prezentuję teksty, które wyszły spod pióra dowódców poszczególnych wypraw: Jacoba Roggeveena, Felipe Gonzáleza de Haedo, Jamesa Cooka i hrabiego La Perouse’a (ostatni przykład jest o tyle specyficzny, iż stanowi jedyną relację z ekspedycji francuskiej). Następnie o kolejności decyduje albo piastowany przez pozostałych autorów stopień w hierarchii żeglarskiej – jak w zestawie dokumentów z ekspedycji holenderskiej i hiszpańskiej – albo też waga samego tekstu, jak w przypadku Brytyjczyków, gdzie wspomnienia George’a Forstera (oparte na dzienniku ojca) stały się bodaj nawet sławniejsze i bardziej poczytne niż dziennik kapitana Cooka.
Część trzecia – zasadnicza – to analiza zaprezentowanych dokumentów, przedstawiona w formie konfrontacji wizji Wyspy Wielkanocnej i jej kultury, jaką wypracowali w swych tekstach osiemnastowieczni podróżnicy, z późniejszym, a zwłaszcza współczesnym stanem wiedzy w tej dziedzinie. Poruszam tu zagadnienia związane ze środowiskiem morskim i lądowym wyspy oraz jej zasobami, przede wszystkim zaś z ludnością rdzenną, przebiegiem jej spotkań z Europejczykami, jak również miejscowym językiem i kulturą – w tym materialną. W zależności od tego, w jakim kierunku prowadzą mnie motywy odnotowane przez autorów, omawiam kwestie związane z astronomią, pochodzeniem ludności, zdobieniem ciała czy konfliktami w łonie społeczeństwa.
Rozmaitość zaprezentowanych kwestii wypływa więc bezpośrednio z różnorodności faktów i zjawisk, jakim w sposób mniej lub bardziej celowy poświęcali uwagę żeglarze.
Wątki stale obecne, powracające w różnych odsłonach przy okazji omawiania poszczególnych aspektów panoramy materialnej i duchowej Rapa Nui, to dwie głośne dyskusje, jakie przez lata ożywiały wymianę zdań pomiędzy znawcami tematu. Jedna z owych debat – w dużej mierze przebrzmiała, przez co nie mniej ciekawa i pouczająca dla polskiego odbiorcy – dotyczy pochodzenia mieszkańców wyspy, druga natomiast, wciąż aktualna i pełna emocji, to polemika tocząca się pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami wspomnianej już teorii upadku miejscowego społeczeństwa. Co znamienne, echa obu debat można napotkać nawet przy analizie tak odległych, zdałoby się, dziedzin, jak fauna wyspy czy rośliny uprawne.
O zagadnieniach, które poruszyli w swych relacjach dawni podróżnicy, pisało w następnych latach wielu ludzi morza i badaczy. Ich teksty, interpretacje i przekłady przyczyniają się do poszerzania i pogłębiania wiedzy opinii międzynarodowej na temat Wyspy Wielkanocnej, jaka jawiła się oczom żeglarzy u zarania interakcji tamtejszego społeczeństwa z cywilizacją zachodnią, jednakże są to przekazy niewolne od uproszczeń, omyłek, jak również przekłamań. Nakładają się one na mylne sądy i przypadki niewłaściwego bądź zmanipulowanego odczytania rzeczywistości rapanujskiej przez jej europejskich odkrywców, niepostrzeżenie wpływając na jej obraz w dniu dzisiejszym. Zjawisko to nader często przywoływane jest na kartach niniejszego tomu; stanowi, w moim przekonaniu, swoisty drogowskaz dla umysłu, który pragnie przeniknąć do sedna tematu z pozycji odpowiedniego dystansu, zachowując jak najdalej posunięty obiektywizm. (…)

                                                                                                                 Zuzanna Jakubowska
                                                                                                                 Warszawa, kwiecień 2013

 

Grażyna Grudzińska, Tadeusz Miłkowski: Recenzja książki

1. Wyspa Wielkanocna - OKLZuzanna Jakubowska: Odkryta przypadkiem, pojęta opacznie.
Wyspa Wielkanocna w osiemnastowiecznych relacjach podróżników na tle rozważań o spotkaniu kultur.
Wydawnictwo: Muzeum Historii Ruchu Ludowego i Instytut Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2013, s. 488+18

 

Na polskim rynku wydawniczym praca p. dr Zuzanny Jakubowskiej jest unikatem, jeśli chodzi o studia nad Wyspą Wielkanocną. Autorka, podczas swoich badań nad osiemnastowieczną Hiszpanią, zainteresowała się również ówczesnymi relacjami podróżniczymi z zupełnie innego rejonu świata. Szczególnie zafascynowały ją teksty dotyczące Wyspy Wielkanocnej. Zastanowiło ją, iż wiele z nich, pomimo, że funkcjonują w międzynarodowych kręgach naukowych, interpretowanych i tłumaczonych jest opacznie, a w Polsce pozostają nieznane. Dr Jakubowska, jako językoznawca, tłumacz, kulturoznawca postanowiła zatem przyswoić te teksty polskiemu odbiorcy i poddać je gruntownej analizie.

W XVIII wieku do wyspy docierali kolejno Holendrzy, Hiszpanie, Brytyjczycy i Francuzi. Cele ich podroży były różne – były to ekspedycje odkrywcze, wojskowe, naukowe. Dr Jakubowską interesował fakt, iż za każdym razem były to spotkania dwóch różnych rzeczywistości, ale tylko Europejczycy zostawili potomnym świadectwo tych wydarzeń. Powstające teksty były dziennikami pokładowymi, raportami, ale także wspomnieniami, a zatem z rozmysłem kierowane były albo do przełożonych, albo do czytelników, zaciekawionych relacjami z podróży. Ich autorzy obowiązani byli do sporządzania sprawozdań z wypraw, ale też zależało im na podkreśleniu własnych zasług, choćby nieistniejących. Za zróżnicowanie treści i wymowy relacji odpowiada też fakt, że podróżnicy pochodzili z różnych warstw społecznych i wykonywali rożne zawody. Co zwróciło uwagę dr Jakubowskiej, że również droga, jaką te relacje docierały do odbiorcy, znacznie różniła się w każdym przypadku – niektóre teksty ginęły, odnajdywały się po latach, były manipulowane przez redaktorów.

Autorka rozprawy pragnęła przyjrzeć się, w jaki sposób zaplecze kulturowe i doświadczenia poszczególnych podróżników wpływały na wizję nieznanej cywilizacji, jaka wyłania się z ich przekazów. Jej celem było wykazanie, na ile wizje te dadzą się kulturowo przełożyć i skonfrontować z dzisiejszym stanem wiedzy na temat Wyspy Wielkanocnej.

Rozprawa naukowa dr Jakubowskiej jest bardzo obszernym i wielowątkowym opracowaniem tematu. Należy zwrócić uwagę na rozbudowane wprowadzenie, stanowiące analizę teoretyczną przebiegu kontaktów między Europą a Nowym Światem. Część druga pracy zawiera przekłady kilkunastu tekstów źródłowych, które stanowią materiał wyjściowy do analizy. Teksty te – tłumaczone przez dr Jakubowską z języka holenderskiego, niemieckiego, hiszpańskiego, angielskiego – są przekładane w większości z pierwszych wydań, a niektóre nawet z rękopisów.

Trzecia, kluczowa część, czyli analiza tekstów, dotyczy zarówno ludności rdzennej, jak i jej kultury materialnej oraz środowiska wyspy jako takiej. Ogrom zgromadzonego materiału stanowi jednocześnie i słabą, i silną stronę pracy: chociaż sprawia, że niektóre aspekty zagadnienia gubią się w gąszczu poruszanych wątków, to zarazem świadczy o rzetelnym, naukowym podejściu do tematu. Ciekawym elementem jest rozdział poświęcony opisowi pierwszych kontaktów Europejczyków z mieszkańcami Wyspy Wielkanocnej. Jest to wieloaspektowa analiza nie tyle spotkania, co właściwie rozmijania się tych dwóch kultur.

Podsumowanie, bardzo istotne, zawiera między innymi polemikę z popularną teorią, że ludność rdzenna Wyspy Wielkanocnej sama doprowadziła do swojego upadku. Autorka powołuje się na najświeższe wyniki badań naukowych w tej dziedzinie. Dr Jakubowska dużą wagę przywiązuje też do piętnowania banalizacji tematu Wyspy Wielkanocnej i sprowadzania jej do jedynego rozpoznawalnego symbolu, jakim są „tajemnicze posągi”. Reasumując, mimo postępów wiedzy i nauki, kultura Wyspy Wielkanocnej w dalszym ciągu pozostaje niezrozumiana.

Książka zawiera również bardzo interesujący aneks, w którym nalazł się np. fragment poematu Carla Friedricha Behrensa, uczestnika wyprawy holenderskiej. Należy zwrócić uwagę na fakt, iż ten poemat w kręgach badaczy tematu długo pozostawał nieznany. Cennym dodatkiem umieszczonym w aneksie jest glosariusz słownictwa rapanujskiego, które pojawia się w rozprawie. Warto nadmienić, że książkę uzupełnia bogaty materiał ilustracyjny, pochodzący zarówno z archiwum fotograficznego autorki, jak i pozyskany z zbiorów muzealnych i archiwalnych.

Zwraca uwagę bardzo bogata bibliografia, obejmująca zarówno najstarsze teksty archiwalne, jak i opracowania najnowsze. Na pochwałę zasługuje fakt, iż autorka pracowała prawie wyłącznie na oryginalnych tekstach źródłowych, nie zadowalając się ich współczesnymi, nierzadko ułomnymi edycjami, co niewątpliwie świadczy o poważnym, naukowym podejściu do zagadnienia.

Całość rozprawy stanowi rzetelne, merytoryczne opracowanie zamierzonego tematu i zasługuje na wnikliwą lekturę oraz uważne przyjrzenie się poruszanym zagadnieniom.

                                                                                               prof. UW dr hab. Grażyna Grudzińska
                                                                                               Instytut Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich UW

___________________________________________________________________

Pierwsza w polskich badaniach naukowych praca będąca analizą obrazu Wyspy Wielkanocnej zawartego w tekstach jej osiemnastowiecznych odkrywców.
Długotrwałe badania autorki nad rękopisami i pierwszymi wydaniami dały efekt w postaci wyśmienicie napisanej książki, w której dzienniki okrętowe, raporty i wspomnienia zostały zestawione z dzisiejszą wiedzą o Wyspie.
Daleka od sensacjonalizmu i banalizacji, jakie obecnie dominują w tekstach o Wyspie Wielkanocnej, Zuzanna Jakubowska stara się przedstawić czytelnikowi prawdziwą naturę jej pierwotnych mieszkańców oraz środowisko naturalne, w którym funkcjonowali.

                                                                                                                                               dr hab. Tadeusz Miłkowski

Selma Expeditions: Polując na growlery

Wyprawa „SELMA – ANTARKTYDA – WYTRWAŁOŚĆ” jachtu Selma Expeditions i jego załogi osiągnęła już 6. etap i zmierza ku końcowi. Główny cel – dotarcie do Morza Rossa i Antarktydy został zrealizowany z nawiązką. Załoga dotarła do Zatoki Wielorybów, Wyspy Rossa, wspięła się na szczyt wulkanu Erebus.
To czego już dokonał 11. osobowy zespól zasługuje na największe uznanie i gratulacje. Godny podziwu jest sposób i styl w jakim to osiągnęli. Każdy najdrobniejszy szczegół wyprawy był precyzyjnie przygotowany. Przed wyprawą rozważane były, i przewidziane zostały, wszelkie możliwe niebezpieczeństwa i trudności; przygotowano środki i sposoby na ich pokonanie; między innymi, w ramach przygotowań, część załogi trenowała wspinaczkę wysokogórską w ekstremalnych warunkach w Alpach. Z relacji pokładowych, też świetnie przekazywanych, wynika, że atmosfera wśród załogi jest znakomita.
Wszystko to przypomina, że wzorcową postacią dla zespołu i dla organizatorów wyprawy był Sir Ernest Shackleton i jego działania, szczególnie wyprawa transantarktyczna na barkentynie Endurance –  zaczęta przed 100 laty w roku 1914.
Wyrażam pełny podziw dla tego co już „Selma” dokonała !

                                                                                                                         Wojciech Jacobson

______________________________________________________________________________________________________

RELACJA Z JACHTU

07.03.2015

Żeglujemy już po wolnym oceanie, raczej szczęśliwi. Satelitarne mapy lodowe pokazują, że Morze Rossa już zamarzło. Ale bez nas :-).
Płyniemy teraz wzdłuż Antarktydy i Półwyspu Antarktycznego, aż do Cieśniny Drake’a. To dla nas najkrótsza trasa do Argentyny. W sumie opłyniemy 1/3 wybrzeży Antarktydy. Planowaliśmy jeszcze gdzieś po drodze się zatrzymać, ale niestety goni nas czas i plany rejsu. Czasu mamy na styk a nawet trochę za mało. Dlatego nie skręcimy w głąb Morza Bellingshausena, zresztą cieśnina przy Wyspie Charcota jest, według map, cała w lodzie i przez to niedostępna.
Ale przepłyniemy koło wyspy Piotra I.
Obecnie jesteśmy w przedsionku Morza Amundsena. Płyniemy nadal dzień i noc, ale siadł wiatr i jest prawie bezwietrznie. Nie możemy czekać. Odpalamy silnik. Walczymy o czas, ale nie tylko. Okazało się, że nasze zapasy wody gwałtownie stopniały. Woda w zbiornikach jachtu po prostu zamarzła. Pozostało nam jeszcze około 100 litrów „rossówki” (wody wytopionej z lodowca na Wyspie Rossa). Dla 11. facetów to zapas na góra 5 dni… Odsolarka zwana także – solarką, daje wodę mocno słonawą. Nie pracuje sprawnie w tych temperaturach – jest za zimno. Woda, którą uzyskujemy nie nadaje się ani do picia ani na zaparzenie herbaty. Na siłę nadaje się do gotowania. Mamy co prawda całkiem spory – żelazny zapas wody w butelkach 0,6 l. Ale taki stan nie wywołuje entuzjazmu załogi.
Kapitan zarządził ograniczenia – na razie – „do 4 herbat dziennie” – Załoga się natychmiast podporządkowała – ale także wykazała „inicjatywę własną”. Ktoś zaproponował: – „Growlery!” – Do tej pory staraliśmy się omijać z daleka te niebezpieczne dla jachtu – wielkie bryły lodu, ale w tej sytuacji role się odwróciły. Zapadła decyzja: Zapolujemy na nie. Sternicy zaczęli wyszukiwać na horyzoncie ofiar. Koło jednej z gór lodowych znaleźliśmy odpowiednią bryłę. Spora sztuka. Fał przygotowany, na nim pętla zaciskowa, dwie osoby z bosakami i jedna z naszym lasso. Zarzucamy kilka razy, potem bosakami naciągamy we właściwe miejsca na bryle lodu. Korba, kabestan, lina w górę, a na końcu wisi kilkaset zamrożonych herbat. Ostrożnie na pokład, młotki załatwiają resztę. Spora radość. W końcu naszą ofiarą pada coś, co do tej pory jedynie nam zagrażało. Teraz fachowym okiem oceniamy następne, potencjalne ofiary. Bez trudu, nauczeni doświadczeniem dopadamy następne dwa growlery. Zdobyliśmy zapas wody na kolejne kilkanaście dni. Staliśmy się – łowcami, pogromcami growlerów. Wiemy już jak i jeśli trzeba – wszystkie możemy przerobić na herbatę! Decyzją kapitana – dalsze łowy zostały zawieszone, po prostu nie mamy więcej pojemników na wodę.
Żelazna porcja wróciła na swoje miejsce. Wodna prohibicja trwała na Selmie, od chwili ogłoszenia, 40 minut! Nowa woda otrzymała nazwę „amundsenówka”. Rozpoczynamy degustację i dyskusję – która lepsza: „rossówka” czy „amundsenówka”… Po południu piękny widok na horyzoncie. Jesteśmy otoczeni kilkunastoma wielkimi górami lodowymi. Nasz rezerwuar pitnej wody płynie z nami. Do tego przepięknie uzupełnia nam krajobraz.
Z Selmy – łowcy growlerów – pozdrawiają:
Piotr, Jacek, Wifi, Damian, Leon, Artur, Tomek, Duszan, Kris, Krzysiek i Luby.
____________________________________________________________________________________________________
J.J. Cieliszak
Koordynator, Media – Wyprawa: SELMA – ANTARKTYDA – WYTRWAŁOŚĆ

__________________________________________________

FOTO

1. Selma i growlery. Selma i growlery. Fot. M. Gawron

2. Growler. Growler. Fot. M. Gawron

3. Akcja growler. Akcja growler. Fot. L. Rychlik

4. Akcja growler. Akcja growler. Fot. L. Rychlik

5. Fot. P. Lubaczewski

6. Trasa wyprawy Selma Expedition 2014-2015. Trasa wyprawy Selma Expedition 2014-2015.

Źródło: Selma Expeditions.com.

 

Maryla Grochowska: Latarnia

4. latarnia

 

_______________________________________________________________________________________________________

Maryla Thomsen-Grochowskaur. w 1933r. w Tczewie; żeglarstwo uprawiała od końca lat czterdziestych w Szczecinie, odnosząc znaczące sukcesy w regatach – w 1953r. zdobyła I miejsce – Mistrzostwo Polski w Żeglarskich Mistrzostwach Polski na Morzu (w barwach LPŻ Szczecin); pod koniec lat pięćdziesiątych wyjechała do Niemiec, nadal żeglując po morzach i Atlantyku.                                                                                                                                                                                          (zs)

Fotogaleria: Obrazki

1. K. Schmischke akwarela, Kurt Schmischke

2. rys b akwarela, Kurt Schmischke

3. K. Schmischke b akwarela, Kurt Schmischke

4. latarnia rys akwarela, Kurt Schmischke

5. rys c

6. rys

7. rys d

 

 

Maryla Grochowska: Żeglarskie wspomnienia

Początki mojego żeglarstwa:1950 rok – Jedna z pierwszych żeglarskich przystani w Szczecinie: Golęcin 1950r. – Przystań AZS na wyspie na Odrze Zachodniej 1952r. – Przystań żeglarska w Dąbiu.

Maryla Grochowska, 1950Jaki to był cudowny czas; byliśmy wszyscy jak jedna rodzina; byliśmy skromni i zawsze ten co miał więcej, przynosił coś z domu do jedzenia, i dzielił się z innymi. Jachty musieliśmy sami przygotować do wodowania. Między innymi ściągało się starą farbę z burt; czasami za pomocą starej lutlampy. Następnie musieliśmy szpachlować między plankami. Przed pomalowaniem zostały burty jeszcze szmerglowane i nareszcie nakładana nowa farba. Nastrój był wesoły, „Pirat”1 i Krzysiu (Krzysztof Jaworski – przyp. red.) grali na gitarze a my śpiewaliśmy żeglarskie piosenki. Na tej przystani był też Pałacyk, z którego mogliśmy korzystać. Wtedy się jakoś klubów nie rozróżniało, stał tam jakiś czas s/y Chrobry z Ligi Morskiej, późniejszej LPŻ. Wiem, bo zostałam w worku żeglarskim wciągnięta na maszt, a łobuzy sobie poszły. Moje przeraźliwe krzyki i płacz, ściągnął innych na „plan”, i oni mnie z masztu spuścili. Ha! Ha!

Na przystani staliśmy zawsze pod opieką WOP-u. Przyjeżdżaliśmy tam tramwajem z „przerywką”. Golęcin utkwił mi bardzo w pamięci poprzez osobiste przeżycia. Po zaaresztowaniu mojego ojca i brata przez UB („Sprawa Robinou”2 – przyp. red.), po jakimś czasie dokwaterowano w naszym mieszkaniu jedną rodzinę z dwójką dzieci. Wtedy moja mama zdecydowała się na wyprowadzkę i przeniosła się z nami na Golęcin, na ul. Garncarską, do małego mieszkania. Ponadto mając lat 14 wybraliśmy się na wieżę Bismarcka na Golęcinie; było to bardzo niebezpieczne, bo brakowało na górze, wokół, częściowo barierek; mogliśmy spaść. Gdy wróciłam do domu i zaczęłam opowiadać, moja mama ze strachu o mnie dała mi lanie, abym drugi raz coś takiego nie zrobiła.

W roku 1952 przeprowadził się AZS na wyspę na Odrze Zachodniej; w zupełnie innej stronie Szczecina. Ale i tam spędzaliśmy wesoło czas pracując przy jachtach. Przypominam sobie, że kiedyś poszliśmy się kąpać wokół było pełno jakiś czarnych bobków. Pytam chłopaków co to jest, a oni odpowiadają: „gówna…”. O mało co się nie utopiłam. Nigdy więcej nie weszłam tam do wody. Były to przecież czasy powojenne i jeszcze nie wszystko funkcjonowało w mieście, ale my byliśmy szczęśliwi. Na wyspę dopływaliśmy na bączku. Ile było z tym uciechy, ile śmiechu, musieliśmy się także nauczyć wiosłować, później regaciliśmy się nawet na bączkach.

Trzecią ważną przystanią było Dąbie przy Jeziorze Dąbskim. Był to basen przy starym spichlerzu. Przystań w tych czasach też była bardzo zaniedbana, ale za to bardzo romantyczna. Dojazd do przystani był bardzo uciążliwy, ponieważ od tramwaju trzeba było iść pieszo. Był to długi kawał drogi, o ile nas ktoś nie zabrał na plecy, co się raczej rzadko zdarzało, chyba, że któryś z chłopaków się napił. Prawie nikt nie posiadał samochodu, oprócz Nela Szumockiego, ale on nie był żeglarzem, tylko myśliwym, a bratu Jasiowi, który był żeglarzem samochodu nie dawał. Także kpt. Andrzej Huza miał samochód ale wtedy się nami nie interesował. Trudno jest sobie to dziś wyobrazić, kiedy zaczynam samochody nienawidzić. To były czasami nawet niebezpieczne wyprawy do Dąbia. Raz chyba z Teresą (Teresa Smolska z domu, obecnie Kurowska – żona dr Michała Kurowskiego, – brata Teresy Kurowskiej zwanej „Bronkiem” – Mathiasowej – przyp. wj) wybrałyśmy się do Dąbia i przed mostami zatrzymała się ciężarówka, naturalnie nie dzisiejsze olbrzymie Tiry. Pytamy się kierowcy czy jedzie do Dąbia i czy nas może zabrać? „Naturalnie panienki” – kto teraz mówi „panienka”, ale zbóje są te same albo nawet gorsze. Co dalej: my patrzymy a on jedzie w zupełnie innym kierunku. Strach nas ogarnął, postanowiłyśmy skoczyć z ciężarówki w biegu. Na szczęście te stare graty nie mogły szybko jechać więc udało się nam. Dobre były to czasy, kiedy nam się wydawało, że zawojujemy cały świat.

Przypominam sobie obóz żeglarski AZS-u w Dąbiu, kierownikiem był Ryszard Książyński z nim była jego narzeczona Iga (Jadwiga Klęczanka – przy. red.) i jej przyjaciółka Ila (Maria Popiel – przyp.red.) – narzeczona Kazia Michalskiego – konstruktora jachtowego. Mieszkaliśmy na jachtach, przycumowanych rufą do brzegu a dziobem do boi. Na jednym z jachtów mieszkali tzw. „Bendorzy”3 – żeglarze, którzy lubili popić. Była też Rita4 z Krakowa śpiewająca i grająca na gitarze. Bardzo ładna i interesująca dziewczyna. Wszystkich nie potrafię wymienić, bo pamięć zawodzi. Ja byłam w stosunku do tych pań bardzo mało doświadczona.

Zapamiętałam trzy wydarzenia, wesołe i smutne. Był to czas pełen opozycji w stosunku do rygorów komunistycznych. Opozycję „odstawiało” się na wesoło, np. ubieraliśmy się kolorowo, obdarci – nawet naszyłam sobie kolorowe łaty na spodnie; słuchało się radia BBC, jazzu. Nie wiem, który rok to był, może 1951 może 1952. Ci chłopcy, w końcu podpadli i zostali wyrzuceni z AZS-u, a ja poszłam za nimi, bo ich bardzo lubiłam, i bardzo mi imponowali – nazwano nas wtedy kosmopolitami. Wtedy było to polityczne przezwisko, dziś jest to odznaczeniem, Nawet powstało wówczas słowo „kosmopoł” dla Polaków żyjących zagranicą. Śmieszne jak wszystko jest zmienne, relatywne. Kiedyś trzeba sobie postawić pytanie: co naprawdę w życiu jest ważne? Niestety na ogół stawiamy sobie to pytanie za późno.

Z AZS-u wylądowaliśmy w LPŻ-cie. W roku 1953 zostałam mistrzynią Polski na konikach na Zatoce Gdańskiej; nie dla AZS-u ale dla LPŻ; to był rezultat tego obozu żeglarskiego. Wracam jeszcze do tego obozu. Co jakiś czas się chodziło do Dąbia kupować chleb; tak i na mnie przyszła kolejka. Chłopcy, „Bendorzy”, poprosili mnie abym im kupiła ½ litra wódki, ale w tajemnicy przed dowództwem. Wracam z chlebem i wódką, staję przed jachtem wołam, z mesy wygląda głowa i mówi: „Marylu skacz na pokład” – więc ja głupia skaczę: w jednej ręce butelka a w drugiej chleb. Zamiast na jacht, wpadam do wody ale zatrzymana przez nogę zawieszoną na cumie, tracę chleb ale butelkę trzymam w ręku do góry. Chłopcy przerażeni wyrywają mi butelkę z ręki a potem mnie wyciągają na pokład. Od tego czasu wyrosłam na bohaterkę. Wymyślili dla mnie zaraz kolejne zadanie. Kpt. R. zapatrzył się na Ritę, więc nauczyli mnie śpiewać: „szedł Rysiek raz leśną drogą i Ritę na niej znajduję, więc ja obwąchał i z miną błogą wnęt ją do pyska pakuje”. Prosili abym to zaśpiewała wieczorem przed jego jachtem. Po wykonaniu tej piosenki zrobiono alarm nocny i musieliśmy rzucić się do szalup i wiosłować na środek jeziora i z powrotem. To są śmieszna historyjki, ale opuszczenie AZS-u to była smutna historia; nie wiem ile łez popłynęło i ile wódki. Przez jakiś okres byli oni moimi najlepszymi przyjaciółmi (Bendor, Jędrek A. Tadeusz P, Portugalczyk i nie wiem kto jeszcze). Wybaczcie, ale pamięć coraz bardziej zawodzi. W tym czasie byłam studentką na Wydziale Chemii, w Szkole Inżynierskiej w Szczecinie.
Maryla Grochowska, 2011

___________________________________________

1„Pirat” – Zbigniew Banasik, AZM-owiec. Miał stopień sternika morskiego, czyli wówczas bardzo wysoki stopień żeglarski. Zwany był „Piratem”, bo miał pasiastą koszulkę, chustę na głowie i ciemną cerę.                                                                                    (wj)
2„Sprawa Robineau” – od nazwiska wicekonsula Francji w Szczecinie Andre Robineau, którego w listopadzie 1949r. aresztowały władze komunistycznej Polski; był to odwet za wykrycie szpiegów z Polski we Francji. Wraz z aresztowaniem dyplomaty francuskiego, aresztowano osoby mające kontakt z konsulatem. Sfingowane procesy i surowe wyroki dotknęły również najbliższych autorki wspomnień. „Sprawa Robineau” była jednym z najgłośniejszych procesów szpiegowskich w Polsce Ludowej.                (zs)
3 „Bendorzy” – ja znam określenie „Bendory”; luźna grupa kolegów, która trzymała się razem, a wyróżniał się w niej Jurek Bendor. W większości byli to studenci Akademii Handlowej. Weseli, pomysłowi, nakręcający się nawzajem. Owszem, lubili wypić, ale to nie był jedyny wyróżnik, jak można by sądzić z opowiadanie Marylki. Byli związani z AZM-em. Do grupy „Bendorów” należał oczywiście Bendor (Jerzy), Jędrzej Adamski, Tadeusz Poźniak, Zbigniew Banasik („Pirat”), Leszek Zarębski („Portugalczyk”) i trochę trzymał się z nimi Rysiek Książyński, ale jego nie zaliczaliśmy do „Bendorów”.                                                                           (wj)
4 Rita – Rita była ruda i pełna seksapealu. Słynne było zdjęcie ściągania z mielizny Witezia II (?, a może Przodownika ?). Na bomie siedziała Rita, a obok nagi Ludek Mączka … – nie chciał moczyć ubrania.                                                                          (wj)   ___________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Maryla Thomsen-Grochowskaur. w 1933r. w Tczewie; żeglarstwo uprawiała od końca lat czterdziestych w Szczecinie, odnosząc znaczące sukcesy w regatach – w 1953r. zdobyła I miejsce – Mistrzostwo Polski w Żeglarskich Mistrzostwach Polski na Morzu (w barwach LPŻ Szczecin); pod koniec lat pięćdziesiątych wyjechała do Niemiec, nadal żeglując po morzach i Atlantyku.                                                                                                                                                                                         (zs)

_____________________________________________

I jeszcze ze wspomnień biograficznych Maryli Grochowskiej: „…Po ukończeniu szkoły powszechnej dostałam się do gimnazjum słynnej pani Szczerskiej, w Szczecinie. Zaczął się dla mnie jeden z najszczęśliwszych okresów życia: gimnazjum i żeglarstwo. Ten okres został niestety zaciemniony przez aresztowanie mojego ojca i brata, posądzonych o szpiegostwo na rzecz Francji (Sprawa Robineau – przyp. red.); oskarżonych za zamkniętymi drzwiami, bez adwokata, bez świadków, bezprawnie jak to często było za czasów dyktatury komunistycznej… Było nam ciężko, ale ludzie nam pomagali. Byliśmy obserwowani, przesłuchiwani; mojej matce zabroniono uczyć, została pracownicą fizyczną. Jeździliśmy do Goleniowa i Strzelc Opolskich do więzień, by ich zobaczyć i dodać otuchy. Ja angażowałam się coraz bardziej w żeglarstwo, zdobywając stopnie żeglarskie i miejsca w różnych regatach żeglarskich. Największym moim osiągnięciem było zdobycie pierwszego miejsca w mistrzostwach Polski na morzu w 1953 roku… We wrześniu 1956 roku brałam udział w pracach komisji sędziowskiej w Regatach Przyjaźni na Zalewie Szczecińskim. Tu rozstrzygnął się mój dalszy los. Zakochałam się w niemieckim żeglarzu – studencie budowy okrętów z Rostocku…”

Po latach inny uczestnik tych regat, Ziemowit Ostrowski, tak wspominał tamten czas: „…zorganizowaliśmy pierwsze regaty międzynarodowe: VI Regaty Przyjaźni stały się I Międzynarodowymi Regatami Przyjaźni. 29. września wystartowały w nich 42 jachty w tym 5 z akademickich ośrodków DDR (Greifswald i Rostock). Kapitan jachtu Wodan, Peter Thomson, potrafił „poderwać” – a w dwa lata później, zabrać jako żonę – znakomitą żeglarkę, Marylę Grochowską. Cóż na morzu strat nie da się uniknąć…”.                                                                                                                                                           (zs)

__________________________________________

FOTO

1. Maryla Grochowska 1950 Maryla Grochowska, 1950 r. Fot. W. Jacobson.

2. Krzysztof Szymański (syn kpt. Szymańskiego), Krzysztof Jaworski, Maryla Grochowska, NN, Wojciech Jacobson 1950 sepia Krzysztof Szymański (syn kpt. Szymańskiego), Krzysztof Jaworski (w okularach), Maryla Grochowska, „Zbylutek” (NN), Wojciech Jacobson; 1950 r. Fot. arch. M. Grochowskiej.

3. Maryla Grochowska, NN, Wojciech Jacobson Maryla Grochowska, „Zbylutek” (NN), Wojciech Jacobson. Fot. arch. M. Grochowskiej.

4. Jasiu Schumocki, brat Nela. Jasiu Szumocki, brat Nela. Fot. arch. M. Grochowskiej.

5. Maryla Grochowska, NN, Jędrzej Adamski, Wojciech Kaminski, Józef Demczuk, ... Maryla Grochowska, NN, Jędrzej Adamski, Wojciech Kamiński, Józef Demczuk. Fot. arch. M. Grochowskiej.

6. "Pirat" z gitarą, 1949r. „Pirat” z gitarą; Szczecin – Golęcin, 1949 r. Fot. arch. M. Grochowskiej.

7. Teresa Smólska na Kiekrzu, 1952r. Teresa Smólska, regaty, Kiekrz 1952 r. Fot. K. Jaworski.

8. od MG d

9. od MG a

10. Kurier Szczeciński, 1953r. Kurier Szczeciński, 1953 r.

11. karta z albumu a MG Kartka z albumu M. Grochowskiej.

12. karta z albumu b MG Kartka z albumu M. Grochowskiej.

13. karta z albumu c MG Kartka z albumu M. Grochowskiej.

14. karta z albumu e MG Kartka z albumu M. Grochowskiej.

15. karta z albumu MG Kartka z albumu M. Grochowskiej.

16. na jachcie "Chrobry", Maryla  i inni, 1956r. Na jachcie Chrobry; Dni Morza w Szczecinie, 1956 r. Od lewej: Antoni Robakowski – bosman jachtu Chrobry, Józef Demczuk, Maryla Grochowska, kpt. Zbigniew Szymański, Krzysztof Szymański – syn kpt. Szymańskiego, Krystyna Benesz, Ryszard Książyński, Danuta Kopacewicz. Fot. arch. M. Grochowskiej.

 

 

 

Korespondencja z Portugalii

Mariola Landowska: Pracownia między rzeką Tag a Oceanem Atlantyckim

Mariola Landowska 2003W Portugalii jest takie miejsce koło Lizbony, skąd widać prawie całą stolicę Portugalii, z pierwszym planem na Most 25. kwietnia (Ponte 25 de Abril), dawniej nazywany Mostem Salazara. To miejsce nazywa się Paço de Arcos (…i jest „najbardziej urokliwą miejscowością w Portugalii” – przyp. red.). Tutaj „zakotwiczyłam” w pracowni – magazynie po rybakach. Ale oni i tak są moimi sąsiadami, bo mają dwa pomieszczenia. Moje miejsce należało kiedyś do Palácio dos Arcos (Pałac Łuków – przyp. red.) Stąd król portugalski Manuel I witał żeglarza Vasco da Gama powracającego z Indii. Dużo by opowiadać.

Moja pracownia jest miejscem, które było wybudowane w 1498 roku. Przez ostatnie 50 lat było zamknięte; służyło tylko do przechowywania „szpargałów” rybaków. Od ponad roku jest moją pracownią malarską. Stąd podróżuję na moich płótnach, i nie tylko. Spoglądam przez wysokie wrota w dal i jestem duszą na Oceanie, gdzie przepływają różne jednostki. Moje miejsce jest na wysokości wpadania rzeki Tag (Rio Tejo) do oceanu; niczym ostatnia latarnia, jeszcze na rzece. Na razie niech zdjęcia mówią o miejscu.

Com os melhores cumprimentos

                                                                                                                           Mariola Landowska

www.mariolalandowska-art.com

_______________________________________________________________________________________________________
Mariola Landowska – żeglowała w Jacht Klubie AZS w Szczecinie w latach osiemdziesiątych; z pasją oddaje się malowaniu i  podróżom; miała wystawy w Szczecinie, we Włoszech, w Portugalii, w Hiszpanii; od kilku lat mieszka w Oeiras, koło Lizbony.    (zs)

__________________________________________

FOTO

1. IMG_2927 2. IMG_3048 3. IMG_5023 4. IMG_3920 5. IMG_9832 6. IMG_3735 7. IMG_3758 8. IMG_1499 9. IMG_0101 10. IMG_2886 12. IMG_5818 13. IMG_9807 14. IMG_4333 11. IMG_2969 15. IMG_0044 16. IMG_0710 17. IMG_1533 18. IMG_1148 19. IMG_3152 20. IMG_3914 21. IMG_3512 22. IMG_4057 23. IMG_4288 24. IMG_6446 25. IMG_4246 27. IMG_0096 27. IMG_9688 28. IMG_5767 29. IMG_072930. IMG_0733 31. IMG_2519 32. IMG_3110 33. IMG_2915 34. IMG_4192 35. IMG_2119 36. IMG_2914 37. IMG_5331 39. IMG_8361

Fot. Mariola Landowska i Tulio Coehlo.

 

 

Ludomir Mączka: List z Francji

                                                                                                                   Martigues, niedziela 20.04.86
Słońce – zimno – mistral – od Wielkanocy jestem w Martigues koło Marsylii – na Marlinie¹, który tutaj reperuje silnik. Janusz2 chętnie mnie odpuścił z Paryża, bo nie ma tam teraz co robić. Wracam gdzieś chyba po połowie maja. Chyba, żeby Marlin był wcześniej gotów. Janusz + Joelle ok.10.05 → Montrealu. Ja ok. 14.06 → Londynu i dalej do Kanady do Vagabonda3. Mam nadzieję, że doszły do Ciebie poprzednie listy z kserokopią i drugi z taśmą klejącą. Bibkowi4 szukam uszczelek do expressu – ale można cały express (kupić nowy – przyp. red.), prawie jak u nas. Mam teraz sporo czasu i tracę go bez planu. Trochę pomagam Marlinowi, ale niewiele. Odwiedzałem Krystynę, Martę i Józka5 (w Paryżu – przy. red.)

Martigues, to takie ładne małe miasteczko koło Marsylii – szumnie zwane „Wenecją Prowansji”, ale jest naprawdę ładnie. W kanałach bardzo dużo jachtów i łodzi rybackich. Bardzo dużo bardzo brzydkich jachtów, takie różne „samosiejki”. Mam kontakt listowy z Darkiem Sell6. Może coś z tego będzie jak skończę z Vagabondem. Janusz myśli w tym roku wrócić z Vagabondem do Francji. To w październiku i listopadzie może być całkiem ciekawe. Przed wyjazdem chcę zajrzeć do Marii. Śpiwór bardzo się przydaje, jak również ciuchy od Jureczka i Marka7 (duża buźka).
Pozdrów Andrzeja Szczepańskiego8 , jak go złapiesz. W Martigues będę chyba do połowy maja lub trochę dłużej.

                                                                                                                                                     Martigues, 21.04. poniedziałek
Mistral ustał – jest nawet ciepło – ogoliłem się (po tygodniu); zmieniłem koszulę, skarpetki … – też po tygodniu. Tutaj większa swoboda niż u Joelle. Śmierdzę (pachnę) czosnkiem i tęsknię do Marii. Chyba jak Staszek (Stanisław Szymański – przyp. red) ściągnie silnik i trochę mu pomogę, pojadę do Marii. Jakieś oświadczenie odnośnie UKF-ki dla H. B.9 uklecę w Paryżu i opieczętuję. Jak będzie złe to zmienię. Czekałem na jakieś wytyczne. Pozdrów wszystkich znajomych. Irenie10 podziękuj za słownik francuski.

                                                                                                                                                                                              Ludomir
____________________________________

1 Marlin – szczeciński jacht (PZ – 1256), właściciel Stanisław Szymański.
2 Janusz – Janusz Kurbiel, ur.1946r.; organizator i lider rejsu Przejściem Północno-Zachodnim (Arktyka kanadyjska) w latach   1985-1988 na jachcie Vagabond ‘eux; od wielu lat żegluje wraz z żoną Joelle w rejony arktyczne; w 1991 na   jachcie Vagabond’eur dotarł do 82.02’ N, na płn. od Szpitcbergenu – do 2013 (s/y Barlovento II, 82o10,544′N 60o48,020′E) nie pobity rekord jachtu w żegludze na północ  (nagroda Rejs Roku 1991); współpracuje z placówkami naukowymi i przemysłowymi wielu krajów; publikował w Morzu, Żaglach; autor książek i filmów o żeglarskich wyprawach; mieszka we Francji.                     (wj)

3 Vagabond – jacht Vagabond’eux pozostawiony wówczas w Tuktoyaktuk w Arktyce kanadyjskiej.                                              (wj)
4 „Bibek” – Bogumił Pierożek 1923 – 2004, ur. we Lwowie; po wojnie członek AZM-u Gliwice, później innych klubów
    żeglarskich; członek honorowy Jacht Klubu AZS w Szczecinie (1958); jachtowy kapitan morski; profesor spawalnictwa.         (zs)
5 Krystyna, Marta, Józek – Krystyna Magońska, Marta Garlicka, Józef Kuzian – przyjaciele z Paryża; Józek płynął z nami i na Marii z Brestu do le Havre, w lipcu 1984r.                                                                                                                                                     (wj)
6 Darek Sell – krewny Ludka z Wrocławia.                                                                                                                                          (wj)
7 Jureczek, Marek – Jerzy Janiszewski, Marek Kopczyński (brat Ewy Jacobson); koledzy z Jacht Klubu AZS Szczecin.
8 Andrzej Szczepański – zaprzyjaźniony starszy mechanik ze statku rybackiego m/t Amarel; wycinał piękne pieczątki dla Marii i potem dla  Vagabonde’a 2.                                                                                                                                                              (wj)
9 H. B. – Henryk Bednarek; wypożyczył UKF-kę na Marię, która zginęła; prosił o jakiś protokół zniszczenia, straty.                          (wj)
10 Irena – Irena Bogdańska ze Szczecina (z Politechniki i z JK AZS Szczecin).                                                                                     (wj)

______________________________________________________________________________________________________

Ludomir Mączka ur. 22.05.1926r. we Lwowie, zm. 30.01.2006r. w Szczecinie; żeglarz, geolog; na jachcie Maria w latach 1973-1991 żeglował w rejsie wokółziemskim; w latach 1984-1988 na jachcie Vagabond 2 wraz z W. Jacobsonem, i na różnych odcinkach innymi żeglarzami, przepłynął Przejściem Północno-Zachodnim (NWP); laureat wielu nagród (m.in. Rejs Roku – 1984,1988, 2003, Kolosy – 2001: Suprkolos 2001,Conrady – 2003).                                                                             (zs)   ___________________________________________________

FOTO

Księga Gości MARII 21.11.85 Z „Księgi Gości” Marii.

Martigues, Francja_fot.wikipedia Martigues, Francja.