Anna Kaniecka-Mazurek: recenzja

vela_cover-page-001Małgorzata Krautschneider, The Vela, New York 2017.

Książka naszej klubowej koleżanki, Małgosi Krautschneider pt.: Moja Islandia ’77 – rejs Velą (polski tytuł książki przygotowywanej do druku w USA w języku angielskim; polskie tłumaczenie: Andrzej Wojtasik – przyp. red.) , to opowieść o niezwykłej podróży i nietuzinkowej miłości. Miłości dwojga członków wyprawy do siebie nawzajem i miłości do żeglarstwa.

Gośka jako młoda, ale już doświadczona żeglarka, poznała wówczas nikomu nieznanego, czeskiego żeglarza żółtodzioba – Rudę. Tak to bywa, zakochali się w sobie i postanowili pożeglować razem na maleńkim jachcie tam, gdzie jeszcze nie byli, i gdzie w ogóle rzadko kto wtedy docierał, a już na pewno nie na tak małym jachcie. Popłynęli  na Islandię. Było to przedsięwzięcie szalone i tylko tacy młodzi zapaleni żeglarze mogli się tego podjąć. S/Y Vela miała zaledwie 23 stopy długości! Wspomnienia Małgosi opublikowane 40 lat po wyprawie, oprócz wartości kronikarskiej w dziejach polskiego żeglarstwa dodatkowo mają walor obyczajowy, bo wiemy jak skończyło się małżeństwo naszych przyjaciół, Małgosi i Rudy. Niestety nie przetrwało próby czasu. Wątek charakteru, zestawu cech stanowiących o istocie niebywałego zjawiska jakim jest słynny  czeski żeglarz Rudolf Krautschneider, jest bardzo ważnym elementem tej książki. Autorka stara się być obiektywna, przedstawia Rudę poprzez jego konkretne działania, czyny, decyzje, przytacza je często w formie anegdoty. Po prostu opisuje rejs. Krok po kroku, dzień po dniu. Od początku przygotowań aż do powrotu do Szczecina. Nie komentuje. Nie próbuje narzucać wniosków. Opowiada, wspomina, wydobywa z pamięci po latach, jako dojrzała kobieta, matka dorosłych córek, które też oczywiście żeglują!

Książka „Moja Islandia’77 – rejs Velą” opowiada historię bardzo trudnego rejsu, w który wyruszyli we trójkę: Małgosia (wówczas Szyndler), Rudolf Krautschneider i pewien młody Czech. Wypłynęli ze Szczecina 21 czerwca 1977 roku, dotarli na Islandię pod koniec lipca, a do Szczecina wrócili 17 września, po przepłynięciu 4406 mil. Ile sztormów po drodze przeżyli, ile razy śmierć zaglądała im w oczy (wcale nie przesadzam!), o tym przeczytacie w książce Małgosi. Ja tylko powiem, że „żeglarskiego mięsa” pomimo, że to kobieca narracja jest tu bardzo dużo, bo to był naprawdę cholernie ciężki rejs… nie tylko dla bosmana, jak w znanej szancie o dziesiątce w skali Beauforta. Było to przedsięwzięcie doprawdy karkołomne, ze względu na wielkość jachtu  i jakość sprzętu jakim dysponowali. Ale hart ducha załogi i umiejętności żeglarskie autorki i jej przyszłego męża, przesądziły o powodzeniu tego pionierskiego przedsięwzięcia. To nie mogło się udać, ale się udało! Znamienny jest opis pożegnania Małgosi z mamą tuż przed rejsem. Mówiąc oględnie, Gosia nie chciała matki martwić i zataiła na czym wybiera się na Islandię…

Książka Małgorzaty Krautschneider to pozbawiona ckliwości podróż po krainie wspomnień. Wspomnień z lat durnej i chmurnej młodości, jednak młodości pełnej ideałów i marzeń. Lata siedemdziesiąte ubiegłego stulecia przyniosły Polsce wysyp żeglarskich dokonań. Otworzyły się drzwi na Zachód i żeglarze raz po raz przez te lekko uchylone drzwi wypływali. Organizowali odważne, często pionierskie rejsy. Rejsy, które spełniały ich marzenia o wolności, o podróżach, o poznawaniu szerokiego świata. Rejs na Veli był przedsięwzięciem całkowicie prywatnym, od początku do końca zorganizowanym własnymi siłami i środkami, na własnym jachcie. VELA_OKLADKA3-page-002A jacht Rudy już na starcie plasował ten rejs w kategorii ewentualnych rekordów, choć Krautschneiderowi o żadne rekordy nie chodziło. Chciał żeglować, a na większą jednostkę w tamtym czasie po prostu nie było go stać. Za to swoim osobistym urokiem zaczarował naszą koleżankę Małgosię, no i popłynęła z nim w rejs… przez życie.

Zapraszam do tej wyjątkowej lektury! Książka jest świetnie napisana, więc będzie to też lektura przyjemna – tyle, że po zimnych akwenach i momentami mrożąca krew w żyłach. Polecam.

Anna Kaniecka-Mazurek

_____________________________________________________________________________________________________

Anna Kaniecka-Mazurek absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Szczecińskim. Drukowała w szczecińskim dwumiesięczniku kulturalnym „Pogranicza”. Ostatnio wydała książkę Kobieta/Mężczyzna. Niepotrzebne skreślić. Żegluje w Jacht Klubie AZS w Szczecinie.