(zs): 80 lat żeglarstwa akademickiego w Szczecinie. Jacht Klub AZS Szczecin

Żeglarstwo akademickie Szczecina – ludzie.

To ludzie tworzą historię organizacji; w żeglarstwie – ludzie i jachty. Pytasz o osoby, postaci ważne, znaczące, które pozostały w pamięci, czasami uwiecznione na starych fotografiach, wymienione w kronikach, artykułach prasowych, ale też i osoby mniej znane, które były, działały, choć pamięć o nich nie zawsze przetrwała po latach.

Żeglarstwo akademickie w powojennym Szczecinie rozpoczęło się w 1946 roku, a dokładnie – jak podają stare kronikarskie zapiski – 12 listopada owego roku. Wówczas to, przyszli studenci nowo powstałej Akademii Handlowej (a właściwie filii Akademii Handlowej z Poznania), jeszcze zanim rozpoczął się rok akademicki, utworzyli sekcję żeglarską przy Akademickim Związku Sportowym. Po kilku miesiącach, przed sezonem żeglarskim, sekcję przerejestrowali do szczecińskiego oddziału Akademickiego Związku Morskiego.

Na czele tego długiego pochodu imion i nazwisk – mówię imion, bo czasami tylko imiona lub tylko nazwiska albo ksywy pozostały w pamięci innych – rysuje się wyraźnie i bez wątpliwości osoba Felka Wodzyńskiego. Pojawił się w Szczecinie w 1946 roku. Był inicjatorem założenia sekcji żeglarskiej i co najważniejsze miał własną szalupę żaglową, która stała się …fundamentem i podstawą majątku (…) zapoznając członków praktycznie z arkanami wiedzy żeglarskiej… Tyle podaje kronika AZM, a wyobraźnia – patrząc na zdjęcie z kroniki – próbuje odczytać więcej z twarzy i póz kilku osób na małej łodzi z postawionym żaglem.

Szalupa ożaglowana Feliksa Wodzyńskiego. Była … fundamentem i podstawą majątku (…) zapoznając członków praktycznie z arkanami wiedzy żeglarskiej…, 1947 r.

Feliks Wodzyński przez lata był obecny w szczecińskim żeglarstwie, wielu zapamiętało go grającego, przy różnych żeglarskich okazjach, na glinianej okarynie; dźwięki walca Brahmsa niosły się daleko po wodzie; z upływem czasu, dźwięki jego okaryny coraz częściej brzmiały wśród parkowej zieleni na … Ku Słońcu.

W tych pierwszych latach żeglarstwa akademickiego, jeszcze przesiąkniętych przedwojennymi tradycjami azetemowskimi, wysokimi wartościami moralnymi, wzorcami postępowania, etosem organizacji, obok Wodzyńskiego, zaznaczają swoją aktywność żeglarską pierwsi członkowie zarządu AZM: Bernard Quandt – był bez ręki; czy to skutek wojny?, Mieczysław Babczyński, Jerzy Szelestowski – później przez wiele lat związany z ośrodkiem żeglarskim w Trzebieży, autor podręczników żeglarskich.

Od lewej: NN, Bernard Quandt, Mieczysław Babczyński (studenci Akademii Handlowej w Szczecinie), na jachcie „Kaczorek” na Zalewie Szczecińskim. Akademicki Związek Morski, lipiec 1948 rok.

Pojawia się Ziomek Ostrowski. Pojawia się, bo były to czasy w których ludzie nagle pojawiali się albo – i nie takie rzadkie to było – nagle znikali. Pytać o nich: gdzie są, dokąd wyjechali – nie było bezpiecznie. Ziomek – harcerz Szarych Szeregów, żołnierz AK w Lublinie, aresztowany przez Rosjan, przetrzymywany na Zamku Lubelskim z wyrokiem kary śmierci, później zamienionym na więzienie we Wronkach. W Szczecinie znalazł pracę (najpierw przy odbudowie portu, u kierującego odbudową inż. Bolesława Rossińskiego, jeszcze niedawno jego dowódcy w lubelskiej konspiracji – ps. „Irena”) i związał się na całe życie z żeglarstwem akademickim. Był sędzią regatowym i właśnie na regatach, któregoś roku, nieostrożność osoby sygnalizującej start do regat wystrzałem z rakietnicy sygnałowej, spowodowała utknięcie naboju w jego nodze. Poważny wypadek, niesprawność nogi pozostała na całe życie.

Ziemowit Ostrowski na jachcie „Dar Żoliborza”, Jastarnia, 1950 r. Foto. z arch. W. Jacobsona.

Ziomek był bardzo dobrym żeglarzem, również regatowym, przez lata aktywnym we władzach żeglarstwa akademickiego, ale także pełnym inicjatywy we wszelkich pomysłach i pracach technicznych przy jachtach, na przystani przy jej wyposażaniu technicznym. Charakterystyczne ożaglowanie jachtu „Witeź II” – od 1953 r. kecz sztakslowy z ożaglowaniem żebrowym – z tzw. szprajsgaflem („Va Marie”), obrotnica i tory wchodzące do hangaru dla slipowania jachtów na Wyspie – o Wyspie powiem za chwilę – to projekty i wykonania Ziomka. Było tego więcej, w ogóle Ziomek i jego żeglarskie „przygody”, nie mówiąc już o doświadczeniach wojennych i po wojnie, to temat na odrębną opowieść, łącznie z bolesnym dla niego doświadczeniem u ujścia Tamizy. Życie nie szczędziło mu – jak mawiał Conrad – „i miedziaków i kułaków”, choć tych drugich, chyba jednak, znacznie więcej.

Cały artykuł został zamieszczony w miesięczniku „TVSiódemka” (pod redakcją Marka Koszura), nr 06/2025, str. 64 – 69; dostępny w wersji papierowej lub elektronicznej.

(zs)
____________________________________________________
S T A R A    F O T O G R A F I A

Żeglarze akademiccy na jachcie „Witeź II”, w Szczecinie-Gocław, 1952 r. Trzeci od lewej (pochylony) – Krzysztof Jaworski; brodaty z akordeonem – „dziadek” Leon Dziadkowiec, żaglomistrz, takielator ze stoczni jachtowej; z gitarą Zbigniew Gerlach; za nim Jerzy Jósewicz; pierwszy z lewej stojący na górze – Jerzy Kraszewski; obok Pisarski i Smagacz; obok akordeonisty – Krystyna (?) Schnotale. Foto. z arch Zb. Gerlacha.

Maryla Grochowska i Krzysztof Jaworski, wczesne lata 50te. Foto. z arch. K. Jaworskiego.

 

 

Pałacyk Jachtowy na Gocławiu, Szczecin ok. 1951 r.; od prawej „Tuńczyk”, „Wicher”. Foto. z
arch. Z. Ostrowskiego.

Krzysztof Jaworski (w okularach), Maryla Grochowska, NN, Wojciech Jacobson. Wczesne lata
50te. Foto z arch. K. Jaworskiego.

Żeglarze akademiccy i ich jachty przy przy nabrzeżu – Wały Chrobrego, w Szczecinie, 1951 r.

 

Żeglarze szczecińskiego AZS na jachcie, ok. 1951 r. Foto. z arch. Zb. Gerlacha.

 

 

Od lewej: Lech Jasiński (marynarz Jumbo), Zdzisław Michalski (w czapce), Antoni Jerzy Pisz, JerzyBorowiec, NN (fotograf), NN, ok. 1951 r. Foto. z arch. Z. Dmochowskiego.