Archiwa kategorii: Inne

(zs): Jeszcze o Northwest Passage.

W ostatnim wydaniu Zeszytów Żeglarskich ( nr 39e, listopad 2018) przedstawiliśmy żeglugę jachtem Vagabond II przez Przejście Północno-Zachodnie w latach 1985 – 1988. Żeby lepiej zrozumieć i docenić żeglarski wyczyn warto przytoczyć prowadzone przez ośrodki naukowe zajmujące się obszarami polarnymi zestawienie wszystkich przejść (transits) drogami wodnymi Northwest Passage.

Podana niżej lista (frag.) – tzw. lista R. K. Headlanda – systematycznie aktualizowana zawiera w części opisowej informacje o różnych możliwych trasach (wariantach żeglugi), o liczbie jednostek płynących danymi trasami, o banderach jednostek. Dołączona mapa Arktyki kanadyjskiej uzupełnia opisy tras.

W części tabelarycznej zestawiono wszystkie jednostki płynące przez NWP (bez łodzi podwodnych!). Na czele listy widnieje jednostka Gjøa (żaglowy kuter rybacki, 21m długości, 47 ton wyporności) Roalda Amundsena, który jako pierwszy przepłynął tą droga wodną z Atlantyku na Pacyfik w latach 1903 – 1906.

Wcześniej, bo już w latach 1850 – 1853, całe Przejście pokonał, ale częściowo (ok. trzysta mil) na saniach kpt. McClure z załogą (byli jednymi z szesnastu statków wyruszających na poszukiwanie zaginionej pięć lat wcześniej wyprawy Sir Johna Franklina), po drodze żeglując na trzech statkach: jeden, na którym wyruszyli, pozostawili w lodach po trzech zimowaniach, kolejnym statkiem, innej wyprawy ratunkowej, dostali się do bazy wielorybników i z nimi powrócili do Anglii.

TRANSITS OF THE NWP-1a

Pełna informacja – Transits of the Northwest Passage – dostępna na stronie Scott Polar Research Institute

https://www.spri.cam.ac.uk/resources/infosheets/

Dok1-1

 

Ciekawe odniesienie do poszukiwań drogi wodnej między Atlantykiem a Pacyfikiem w kanadyjskiej Arktyce przywołuje Herman Melville w książce Moby Dick 220px-Moby-Dick_FE_title_pagewydanej w 1851 roku, a więc w okresie intensywnych poszukiwań przejścia wodnego jak i zaginionej na tych obszarach wyprawy Franklina. Melville powołuje się na relacje znanego angielskiego podróżnika, oceanografa, badacza polarnego Williama Scoresby, który opisywał przypadki znajdowania ostrz harpunów w ciałach upolowanych na dalekiej północy Oceanu Spokojnego wielorybów; ostrz których użyto na wodach grenlandzkich. Wysoce zadziwiające przy tym były przypadki w których stwierdzono zaledwie kilkudniowy odstęp czasu między użyciem tych harpunów koło Grenlandii (harpuny w ciele ssaka) a złowieniem wieloryba na Pacyfiku (ostrza harpunów znakowano w celu identyfikacji harpunnika, który go upolował). Dla wielu wielorybników było oczywiste, że szlak wodny na Dalekiej Północy pomiędzy dwoma oceanami istnieje i jest on wykorzystywany przez wieloryby.

Melville pisząc swoją wielorybniczą opowieść, jak większość ówczesnych ludzi, nie miał pewności o istnieniu takiego połączenia wodnego; nie było jeszcze zakończonej powodzeniem wyprawy odkrywczej, aczkolwiek takie próby były podejmowane od wielu lat a nawet wieków, bo ąż od czasów Kolumba.

Duże zainteresowanie wzbudziła wyprawa z 1845 roku zorganizowana przez Admiralicję Brytyjską pod dowództwem Johna Franklina na okrętach HMS Erebus i HMS Terror (łącznie 129 osób), a  której losy wówczas – w okresie ukazania się książki Moby Dick – pozostawały nieznane. Po trzech latach wyczekiwań powrotu Franklina na poszukiwania wyruszały kolejne wyprawy (było ich ok. 30 – tzw. „wyprawy franklinowskie” – w latach 1849-1859); Admiralicja Brytyjska wyznaczyła olbrzymią nagrodę za odnalezienie członków zaginionej wyprawy w wysokości dwudziestu tysięcy funtów; trzy tysiące funtów przeznaczyła na poszukiwania żona Franklina Lady Jane Franklin (z d. Griffin).220px-Franklinexpeditionnote Notatka spisana na formularzu Admiralicji, znaleziona przez wyprawę poszukiwawczą McClintocka w maju 1859 roku w kopcu na południe od Back Bay, na Wyspie Króla Williama (znaleziono również opuszczoną łódź). 

Kolejne wyprawy odkrywały ślady po obozowiskach Franklina i obraz rysującej się tragedii odebrał ostatnie resztki nadziei: wszyscy – 129 osób – zginęli. Odnaleziona notatka (z kwietnia 1848 roku) kapitana Terroru Francisa Croziera informowała o śmierci dowódcy Johna Franklina, opuszczeniu okrętów uwięzionych w lodach i skierowaniu się pozostałych przy życiu wygłodzonych, wyziębionych i schorowanych ludzi (105 osób) na południe.

Nikt z wyprawy nie uratował się, ciała Franklina nie odnaleziono a statki wyprawy zostały odnalezione dopiero w 2014 roku Erebus i 2016 roku Terror na wodach w pobliżu Wyspy Króla Williama.

(zs)

 

 

 

Henryk Jaskuła: Dziennik osobisty z rejsu solo non-stop dookoła świata 1979-1980, jachtem „Dar Przemyśla”.

W latach 1979 – 1980 Henryk Jaskuła na jachcie Dar Przemyśla, jako trzeci na świecie po Anglikach Robinie Knox-Johnstonie na jachcie Suahili i Chay Blythu na jachcie British Steel, samotnie opłynął Ziemię bez zawijania do portów. Rejs trwał 344 dni (12 VI 1979 – 20 V 1980), rozpoczął i zakończył się w Gdyni. Pomimo upływu 37. lat, mimo podejmowanych prób przez polskich żeglarzy rejs taki nie został powtórzony i ciągle stanowi rozpalające wyobraźnię wyzwanie…                                             (zs)                        ____________________________________________________________________________________________________

Jaskula_Henryk

(fragmenty)

Dzień 1.   12 VI 1979, wtorek

12.07 (GMT 10.07)  Start.  Główki Basenu Jachtowego w Gdyni.

14.20.  Hel w zasięgu ręki. Morze uczy tęsknić i kochać. Wszystkich kocham, absolutnie wszystkich. Jestem szczęśliwy, bo nie ma w moim sercu ani krzty nienawiści. Jeżeli jeszcze wczoraj, czy przedwczoraj odgrażałem się, że kogoś obsmaruję, tak dziś, dwie godziny po wyjściu z Gdyni, wszystko poszło w niepamięć, wszystko poszło za burtę serca i jachtu.

Jestem szczęśliwy bo mam tak bardzo dużo prawdziwych przyjaźni, chyba nie ma w tym kraju drugiego takiego zwykłego człowieka, który by miał tyle serc do konsumpcji…

22.00. Rozewie, kiedy cię zobaczę znów? Ty najmilsza polska latarnio, stojąca na najpiękniejszym wzgórzu, zawsze łatwo rozpoznawalna z morza…

Po 22-giej wiatr zamarł do zera, na silniku odskoczyłem dalej od Rozewia, stanąłem w dryfie pod samym bezanem i poszedłem spać, zapaliwszy przedtem białe światło na topie…

(…)

Dzień 344.   19 V 1980, poniedziałek 

…O 18.45 trawers Helu (gdy zobaczyłem Rozewie na trawersie , łzy stanęły mi w oczach). Jest jeszcze dzień, pod genuą, bezanem i silnikiem pruję prosto do Gdyni i postanawiam wejść do portu. Konstelacja za Helem poszła gdzieś w kierunku Jastarni. Minąłem stojącego Zenita. Okręt wojenny , patrolowiec, podszedł na pełnym gazie; wymiana salutów.

Syreną woła mnie Konstelacja. Nic nie słyszę w słuchawce bo silnik warczy, ale mówię, że będę wchodził do Gdyni zaraz. Dogania mnie Konstelacja, Józek Werstler i Staszek Ląg krzyczą przez tubę, że nie wolno wchodzić.

– Chcecie trzymać mnie tu przez całą noc, przed portem? Wejdę, a jutro wyjdę żeby wejść do powitania – proponuję.

– Nie, nie można, jest ustalone, że masz wchodzić jutro o 11-tej.

Zerwałem wszelkie rozmowy, wyłączyłem UKF-ke. Stałem za sterem i widziałem tylko Gdynię przed sobą, dokąd ciągnęła mnie nieprzeparta siła. Nie reagowałem na sygnały syreną Konstelacji.

Dogonili mnie, zbliżyli się na odległość głosową. Józek przez tubę krzyczy do mnie:

– Heniu, wytrzymałeś tyle, wytrzymaj jeszcze tę ostatnią noc.

To mi przemówiło. Zwolniłem. Poddałem się. Odeszliśmy milę w kierunku Jastarni, aby zejść z toru, Konstelacja stanęła na kotwicy, ja za nią, w dryfie. Zrzuciłem żagle, ale silnik chodził całą noc na biegu jałowym.

 

Dzień 345.    20 V 1980, wtorek

   Tego zapisu nie ma w Dzienniku Osobistym, który urywa się na dniu 344.

Całą noc, za rufą Konstelacji nieco z boku, żeby mi nie zasłaniała widoku, przesiedziałem w kopicie, wpatrzony w światła Gdyni, tego portu, z którego wyszedłem przed rokiem, a do którego gnałem ze wszystkich sił najdłuższą istniejącą drogą, dookoła całego świata. A teraz nie pozwalają mi wejść z marszu, bo taki jest program powitania. Jasne, rozumiem to, nie mam pretensji ani żalu.

Przed zapadnięciem zmroku Mietek Nyczek, z rufy Konstelacji udzielał mi obszernych informacji o planowanym przyjęciu, z telewizją i oficjelami na czele. Słuchałem cierpliwie, nic mi to nie przeszkadzało. Wszelako było to coś jak dalsza część locji, z którą trzeba się zapoznać przed wejściem do poru. Do mojej Gdyni wchodzę bez locji o każdej porze i w każdych warunkach, w głowie i w sercu mam locję Gdyni, ale teraz wejście obramowane jest nieistniejącymi w nawigacji znakami i mieliznami. Więc słuchałem uważnie. Absolutnie spokojny. Ja już byłem w Gdyni, tylko moja skóra, w kokpicie, i jacht czekaliśmy na zielone światło.

O godzinie 13.20 na kliwrze II i bezanie jacht wszedł w główki portu jachtowego w Gdyni, o 13.25 podałem cumy do rąk dwóm przygotowanym marynarzom i stanęliśmy przy kei naprzeciw Szkoły Morskiej.  W „Dzienniku Jachtowym” figurowało, że był to 345 dzień, ale kalendarzowych było 344.

Henryk Jaskuła

_____________________________________________________________________________________________________

Henryk Jaskuła – ur. 22.10.1923r., w Radziszewie; wsławił się pierwszym polskim rejsem dookoła świata bez zawijania do portów na trasie Gdynia – Gdynia  (1979-1980), na jachcie Dar Przemyśla.

________________________

F O T O (z arch H. Jaskuły)

clip_image002 Powrót Henryka Jaskuły Darem Przemyśla z rejsu solo non-stop dookoła

                                                                     świata.

24 V 1980-crop  Powitanie w rodzinnym Przemyślu.